I.

Takie miała marzenia i nic nie była w stanie na to poradzić. Szła wąską uliczką, mijała przechodniów i zastanawiała się jak to możliwe, że ci wszyscy ludzie są tacy smutni, zamyśleni, kompletnie nie patrzą na innych. Jej aż chciało się krzyczeć i musiała się mocno powstrzymywać, żeby tego nie zrobić. Otworzyła kluczem stare, drewniane drzwi i wbiegła szybko na górę. Mieszkanie było otwarte, jak zwykle. Ale nawet to nie było w stanie zepsuć jej dobrego humoru. Zdjęła buty, kurtkę i weszła do kuchni. Przy stole siedziała Marzena i jadła jakąś zieloną papkę. Postawiła przed nią butelkę ruskiego szampana i z uśmiechem na ustach sięgnęła po dwa stojące na suszarce kubki.

– Jakieś święto, o którym zapomniałam? Czy może świętujemy Twój powrót do domu?
– Też się cieszę, że cię widzę Marzenko. Uściskałabym Cię, gdyby nie to, że wiem jak tego nie znosisz.

Marzena spojrzała na nią podejrzliwym wzrokiem i wzięła się za dalsze jedzenie… obiadu?

– Musiało się wydarzyć coś naprawdę wyjątkowego, że wracasz do domu po dwóch dniach, a do tego z butelką, hoho, ruskiego wina musującego. No opowiadaj, umieram z ciekawości.

Przewróciła przy tym oczami i nawet na swoją współlokatorkę nie spojrzała.

– Już się tak nie zgrywaj, jestem pewna, że jesteś ciekawa, dlatego Ci opowiem.

I opowiedziała jak Marcin, ten, który był u nich ostatnio pożyczyć jakieś książki, zaprosił ją na kolację. Nie było zbyt ekskluzywnie, więc trochę się wygłupiła zakładając te obcasy, bo poszli do Snu, podrzędnej knajpy w okolicach rynku, w której podają dość dobre piwo i niezbyt smaczne przekąski. Ale zjedli frytki, wypili kilka piw i kiedy oboje byli już podpici, znaleźli się w jego mieszkaniu, które współdzielił z dwójką kolegów. Na szczęście nie było ich akurat w tym czasie.

– A więc, jeśli dobrze rozumiem, chcesz uczcić fakt, że dałaś się przelecieć facetowi na pierwszej randce?

Marzena taka była. Bardzo inteligentna, całkiem ładna, ale przy tym maksymalnie złośliwa, negatywnie nastawiona do wszystkiego co ją otaczało i nigdy nie umiała się z niczego cieszyć. Poznały się przypadkiem i los chciał, że zamieszkały razem w niewielkim mieszkanku, wynajmowanym przez parę sympatycznych staruszków. Ale nawet ona nie była w stanie zepsuć dobrego humoru Ali. Wypiła duszkiem cały kubek szampana i nalała sobie jeszcze.

– Oj tam, nie przesadzaj. Nie na takiej pierwszej, bo znamy się z Marcinem już… jakiś czas. Ale było naprawdę fajnie i wpadłam do domu tylko się wykąpać, przebrać i idziemy na koncert, jego współlokator gra w jakimś rockowym zespole.

-Takie dobre wrażenie na tobie zrobił?

Ala wzruszyła tylko ramionami i pobiegła do łazienki. Tak, Marcin zrobił na niej duże wrażenie. Bo był przystojny, inteligentny, ambitny, zaraz po studiach rozpoczął interesująca pracę. Tak, była zadowolona, że w końcu była na randce, że w końcu ktoś mówił jej miłe rzeczy. Marzyła o prawdziwym związku i czuła, że jest na dobrej drodze, żeby taki stworzyć. Nie może oczywiście za bardzo się ekscytować, zwłaszcza przy nim, ale nie jest głupia, wie kiedy facet NIE jest nią zainteresowany. A tu ewidentnie ma przykład zainteresowanego. Zdobył w jakiś sposób jej numer, wymyślił, że musi pożyczyć książki, a potem zaprosił ja na randkę, którą ona musiała przełożyć, a on mimo to drążył nadal, aż znaleźli się w końcu w tym Śnie. A potem w jego mieszkaniu. I tam też było… hmm… fajnie. Najpierw pogadali. Wiadomo, że po pijaku rozmowa lepiej się klei niż na trzeźwo. Ale nieważne. Rano, kiedy się obudzili wciąż mieli sobie dużo do powiedzenia. No, a zanim nastąpił poranek… Kurczę, no. Ala nie była w zbyt wielu związkach, ale też coś tam wiedziała. Przede wszystkim wiedziała czego chce i to właśnie od Marcina dostała. Dlatego leciała taka rozanielona, miała nadzieję, że dziś będzie powtórka. Czuła motylki w brzuchu na samą myśl o tym chłopaku i to była właśnie ta rzecz, której najbardziej jej brakowało. Bo miała przyjaciółki, współlokatorkę, którą mimo wszystko lubiła i z którą dobrze jej się mieszkało. Został jej ostatni rok studiów, a studiowała przecież coś, co ją interesowało i udało jej się nawet zahaczyć na płatny staż, który niebawem się kończył, a po którym miała obiecane zatrudnienie. Tak więc do szczęścia potrzebny był jej tylko mężczyzna. Najlepiej jakiś fajny, porządny chłopak i chyba właśnie takiego spotkała.


II.

Minął miesiąc i Ala w dalszym ciągu czuła, że unosi się kilka centymetrów nad ziemią. Ach, ci zakochani…. Spędzała ze swoim nowym chłopakiem cały wolny czas. Siedzieli raz u niej, raz u niego, innym razem wychodzili do miasta. I czuła, że to jej marzenie – o miłości, Miłości, przez duże M, chyba właśnie się spełnia.

W dniu swoich urodzin obudziło ją pukanie do drzwi. Nie wstawała jednak, bo wiedziała, że Marzena już nie śpi i z pewnością otworzy. Współlokatorka zapytała czy może wejść i uchyliła drzwi jej sypialni. W rękach trzymała bukiet róż.

– Chyba coś ci Romeo przysłał.

Tak! Tak! Nigdy nie dostała kwiatów, które przyniósłby kurier. Włożyła je do wazonu i na myśl o wieczorze poczuła radość. Wieczorem planowała domówkę. Zaprosiła kilku najbliższych znajomych, przygotowała sałatkę, upiekła mięso, Marzena zrobiła tort. O 16:00 wyskoczyła zrobić paznokcie, bo o 20:00 mieli zjawić się goście. Nie wiedziała, że Marcin będzie chciał zrobić jej niespodziankę i przyjdzie dużo wcześniej. Dlatego Marcin nie zastał jej w domu, zastał za to Marzenę, która kończyła dekorować ciasto. Marzena jak zwykle nie zamknęła drzwi, więc chłopak bez problemu dostał się do środka. Wystraszyła się kiedy wszedł do kuchni.

– O, cześć. Ali nie ma, poszła… do kosmetyczki, nie mówiła ci?
– Nie… W takim razie zaczekam na nią w jej pokoju. Ok?

Zmierzył Marzenę od stóp do głów, co bardzo jej się nie spodobało.

– Jasne.

Spojrzała na zegarek, Ala będzie dopiero za półtora godziny. Nie chce siedzieć z tym facetem tyle czasu sama. Ale chciała się wykąpać, przebrać, może jeszcze trochę ogarnąć mieszkanie. Ala wkurzała ją swoją naiwnością, tym, że tak szybko wpadała w ekscytację i myślała, że jak facet chce z nią iść na randkę, to ma wobec niej z pewnością poważne zamiary, ale lubiła ją, w końcu mieszkały razem już dwa lata i chciała, żeby był to dla niej miły dzień. A więc i dla jej chłopaka powinna być miła, choć nie znała go wcale i wcale na to poznawanie nie miała ochoty, zwłaszcza sam na sam. Kiedy zastanawiała się co ma zrobić, z rozmyśleń wyrwał ją Marcin.

– A za ile Ala ma być? Nie odbiera ode mnie telefonu.
– Wiesz co, nie wiem dokładnie, ale chyba nie ma sensu, żebyś tu na nią czekał, bo muszę jeszcze posprzątać. Nie myśl sobie, że cię wyganiam, ale nie ukrywam, że wolałabym zostać sama, bo mam kilka spraw do ogarnięcia.
– Nie będę ci przeszkadzał przecież, nie chce mi się już wracać do domu.
– Myślę, że jednak trochę będziesz.

Krzywo się uśmiechnęła i liczyła, że skoro nie jest dla niego „aż tak” miła, to może trochę się obrazi i pójdzie, może nawet naskarży Ali, jaką ma beznadziejną współlokatorkę, ale trudno, jakoś ją udobrucha.

– No ok, jak sobie życzysz, rozumiem.

Uśmiechnął się do niej znowu i zaczął kierować się w stronę drzwi. Trochę głupio jej się zrobiło, że zachowuje się jak zwykle, jak dzikus i ma jakiś problem do człowieka, którego właściwie nie zdążyła jeszcze zbyt dobrze poznać, a już oceniła. Przecież mieszkanie jest tak samo Ali jak i jej, a to jest jej chłopak, w którym się zakochała, więc chyba nie wypada, żeby..

– A to nie wiesz za ile Ala wróci dokładnie?

Spojrzała na niego zdziwiona i… już nie było jej głupio, żeby go wyprosić z mieszkania. Patrzył się na nią w taki sposób, że od razu poczuła panikę. A Marcin przekręcił klucz w drzwiach i zrobił krok w jej kierunku.

-Marcin, daj spokój, nie zachowuj się jak dziecko. Chcę tu posprzątać, przygotować wszystko przed przyjściem Ali, w końcu to jej wielki dzień.

Próbowała brzmieć pewnie, ale była pewna, że on słyszy, że trzęsie jej się głos. Celowo mówiła o Ali, mając nadzieję, że dzięki temu Marcin się opamięta i przestanie tak na nią patrzeć. A ona znała ten wzrok, oj znała. Poznała go kilka lat temu, kiedy znalazła się sama w stodole babci, razem ze swoim dalekim kuzynem, którego poznała dzień wcześniej. Chciała opowiedzieć o wszystkim babci, ale tak bardzo się wstydziła i bała się, że babcia powie, że to wszystko przez nią. Zwłaszcza, że tego samego dnia rano, babcia była na nią trochę zła, że przyjechała na wieś, a zabrała tylko krótkie spódniczki.


III.

Nawet nie wie kiedy to się stało. W sekundę znaleźli się w jej pokoju, Marcin pchnął ją na łóżko. Źle wycelował i uderzyła głową o ścianę. Poczuła lekkie zamroczenie i pulsujący ból. Otworzyła oczy i zobaczyła jak Marcin rozpina spodnie jedną ręką, jednocześnie drugą, ściąga z niej dres.

– Lubię takie twarde dziewczynki, wiesz, bardzo lubię, a jak mają jeszcze takie ładne buźki to już całkiem. Cała jesteś taka śliczna?

Śmiał się pod nosem i zrywał z niej majtki. Chwilę potem poczuła w sobie ostry, palący ból. W głowie jej wirowało, chciała coś powiedzieć, ale czuła, że plącze jej się język. Marcin w kilku silnych ruchach doszedł do momentu, do którego chciał dojść i zakończył wszystko na jej brzuchu. Kiedy tylko ten specyficzny zapach dotarł do jej nosa, miała ochotę zwymiotować. Do oczu napłynęły jej łzy i nie była w stanie się ruszyć. Marcin zapiął rozporek, włożył rękę pod jej bluzkę i gładząc piersi, wolną ręką chwycił jej długie, czarne włosy.

– No Marzenko. Idź się teraz doprowadź do porządku, przewietrz trochę ten swój mały burdelik. Oczywiście nie martw się, wszystko zostaje między nami. Nie powiem Ali jaką ma współlokatorkę i jak chętnie wyskoczyła ze swoich małych majteczek.

Zaśmiał się głośno i wsadził jej do ust język. Jeszcze raz ścisnął biust i trzymając się za krocze wyszedł z pokoju.
Gnój…


IV.

– O kurde Marzena, niemożliwe! Zamknęłaś drz… Kotek! A co Ty tu robisz? Z uśmiechem podbiegła do Marcina i dała mu buziaka w usta.
– Drzwi ja zamknąłem, nie wiem co to za moda na niezamykanie.

Puścił do niej oko i kręcąc z lekkim politowaniem głową, wskazał na drzwi do pokoju Marzeny.

-Mam nadzieję, że nie była dla ciebie zbyt wredna? Ona tak ma.

Szepcząc zapytała Ala.

– Nie, nie gadaliśmy za bardzo. Siedziałem u ciebie i trochę się nudziłem, nie mówiłaś nic, że gdzieś wychodzisz.

Usłyszeli skrzypnięcie drzwi i z pokoju wyszła Marzena.

– Co Ty płakałaś?

Spojrzała na Marcina, który stał za Alą.

– Nie. Zasnęłam, przepraszam. Pójdę się ogarnąć,

Weszła z powrotem do sypialni i stanęła plecami do chłodnej ściany. Tak chciała powiedzieć Ali, chciała jemu wykrzyczeć, że jest… zrobił coś tak ohydnego, coś czego ona nie chciała, ale czemu się nie broniła, czemu nie popchnęła go, nie krzyczała. Czemu..?

– Przestań mnie łaskotać!

Usłyszała śmiech Ali dochodzący z kuchni i oczy napełniły jej się łzami. Zupełnie jak wtedy, kiedy weszła do kuchni i zobaczyła jak babcia wesoło gawędzi z jej kuzynem.