Miałam kiedyś takiego przybranego wujka Tadzia, który był Super Wujkiem. Jeździłam z rodzicami do niego i cioci, jego żony, latem, kiedy byłam małą dziewczynką z warkoczykami, pozdzieranymi wiecznie kolanami  i kilkoma brakami w uzębieniu 😉

Ciocia z wujkiem mieli wielki dom na wsi i podobnie jak ja (od zawsze na zawsze) kochali zwierzęta, więc jedną z głównych atrakcji dla mnie był czas spędzany z piętnastką ich kotów (serio! same przybłędy i podrzutki bez oka czy ucha) oraz wielkim, kochanym owczarkiem niemieckim.

Inną atrakcją były pyszne śniadanka serwowane przez wujka, a jednym z nich były właśnie… „bojaźliwe jajka”. Wujek tłumaczył, że nazywają się tak, ponieważ siedzą schowane w chlebie ze strachu 😉 Bardzo mi to utkwiło w pamięci i do dzisiaj lubię sobie zaserwować jaja własnie w takiej postaci. Głównie dlatego, że są super smaczne i szybko się je przyrządza, co dla mnie jest najważniejsze. Poza tym mieszczą się one jak najbardziej w moim codziennym, składnikowym makro, tak więc tym bardziej mogę je jeść bez wyrzutów sumienia.

A jak się je robi?

Wykrawamy na środku kromki chleba kółeczko (ja wybrałam pieczywo 100% żytnie, bez dodatkowych „ulepszaczy”), wrzucamy obie części na patelnię z odrobiną rozgrzanego masła (np. klarowanego) i podsmażamy z dwóch stron – jak kto lubi, bardziej lub mniej. Następnie do wyciętej dziurki wbijamy jajko. Solimy. Czekamy aż zetnie się ono z jednej strony i delikatnie przerzucamy na drugą. Znów czekamy, dosłownie chwilkę. Przekładamy na talerz.

Gotowe. Można jeść!

Szybciej się chyba nie da, smacznego!

FullSizeRender

FullSizeRender(3)

FullSizeRender(1)

FullSizeRender(4)

FullSizeRender(5)

FullSizeRender(6)