Może ten post nie jest umieszczony w dobrym czasie. Jednak postanowiłam go opublikować. Tak, więc już kiedyś wspomniałam o moim urlopie w Bułgarii, teraz zamieszczę trochę zdjęć. Zakwaterowanie w Słonecznym Brzegu uważam, za małe nieporozumienie. Nie jestem osobą lubiącą tłok i dyskotekowe brzmienia. O wiele bardziej spodobały mi się zabytkowe miejscowości jak Nessebar, czy Święty Wlas. Słoneczny Brzeg jest miejscowością typowo turystyczną. Obfitą, w stragany, kasyna i natrętnych sprzedających. Możemy znaleźć tam mnóstwo imprezowni, panów z zawieszonym pytonami ( brrrrrr o zgrozo! snejkofobia). Palca na plaży nie da się wcisnąć, wszędzie roi się od plastikowych leżaków. Jedyne budynki w miejscowości to hotele. Przechodząc między nimi nie raz miałam wrażenie, że były budowane pod presją ‚kto zbuduje większy’. Zero stylu i wyścig, na najbardziej błyszczące kafelki w basenie. Złoty piaseczek i ciepła, przejrzysta woda jest w stanie zrekompensować wiele. Z tego kurortu najlepiej będę wspominać wieczorne chillout na plaży z miłym towarzystwem :* i Zagorką w dłoni ! Kiedy wszyscy rozpoczynali wędrówkę po stoiskach, rozpoczynałam nocne plażowanie 🙂



Wśród licznych straganów można było się natknąć na prawdziwe talenty. Począwszy od znakomitych malarzy, kończąc na rzeźbiarzach i muzykach. W jednym poście, nie jestem w stanie streścić tego wszystkiego, także to część pierwsza. 🙂

Przepraszam, że ostatnio trochę Was zaniedbuję, ale na prawdę nie jest łatwo. Co u Was? Żyjecie jeszcze wakacyjnymi wspomnieniami, czy już przystosowaliście się do codzienności?