Nie ma takiej osoby na Ziemi, która nie miałaby od czasu do czasu spadku energii. Biorąc pod uwagę klimat, w jakim żyjemy, a przede wszystkim mentalność naszych rodaków i nasze tendencje do przesadzania, to problem ten dotyczy nas wyjątkowo często. Sama często go mam, często obserwuję wśród znajomych, że oni również go mają, często słyszę – na ulicy, w tramwaju, w telewizji – że inni ludzie także się z nim borykają. Nie znoszę siebie jak jestem taka „wymymłana”, oklapnięta, marudząca, narzekająca. I zamiast wziąć się za coś konstruktywnego, to np. leżę i się nad sobą użalam czy to w głowie, czy na głos. Wrrr, masakra! Sama się na siebie wkurzam, więc co dopiero muszą czuć ci, co muszą tego wysłuchiwać. Wiadomo, że raz na jakiś czas trzeba trochę poleniuchować, ale nie można pozwolić, żeby weszło nam to w nawyk. Dlatego staram się walczyć z tym brakiem energii i poniżej znajdziecie MOJE własne sposoby. Raczej skuteczne. Zazwyczaj to ja wygrywam tą bitwę, nie spadek mocy 😉


niemyślenie

Leżysz sobie na łóżku pod ciepłą kołderką, oglądasz super film, podjadasz coś dobrego. Napisy końcowe, oczy już ci lecą, a makijaż niezmyty, zęby nieumyte… I zaczynasz myśleć – matko, muszę wyjść z pod tej kołdry, a tak mi tu dobrze; zimno tam jest, zapalę światło, rozbudzę się tylko; oczy tak mocno pomalowane, to przecież 15 minut będę zmywać; umyć zęby, jeszcze nitkowanie, tyyyyle czasu, a tutaj tak dobrze, może już tu zostanę”.

Gdyby nie to myślenie, zęby już dawno błyszczałyby czystością, a na buzi wchłaniałby się krem. Są takie rzeczy, które musimy robić czy nam się chce, czy nie. I nie warto się nad nimi dłużej zastanawiać, wyobrażać jak będziemy to robić, bo nie oszukujmy się – mycie zębów fascynujące z pewnością nie jest, więc tylko się zniechęcamy. Masz coś zrobić, rób. Nie zastanawiaj się, działaj automatycznie. Pójdzie szybko i sprawnie, kołderka nawet nie zdąży się schłodzić.


kawa

Kawa z pewnością pobudza, jednak uważam, że w moim przypadku jest to gównie efekt placebo. Mam w głowie zakodowane, że kawa = praca. I jak się lenię, a wiem, że nie powinnam, to robię sobie kawę i zaczynam robić to, co miałam do zrobienia. Kawa nie pasuje mi do bezmyślnego leżenia na kanapie. Pasuje mi do wykonywania jakiś czynności i w ten sposób na mnie działa. Taki piesek Pawłowa ze mnie trochę 😛


trening

Trochę to bez sensu brzmi – nic mi się nie chce, więc zrobię trening. Przecież jak nie mam mocy na kiwnięcie palcem w bucie, to co dopiero na bieganie, podnoszenie ciężarów i inne takie duperele, podczas których trzeba się nieźle namęczyć i spocić. No cóż, taki paradoks – jak mam do zrobienia 5 rzeczy, a jedna z nich, to trening i jakoś wydobędę z pod ziemi siły na zrobienie go, to w ten sposób, po jego zakończeniu automatycznie będzie moc na zrobienie 4 pozostałych podpunktów. Takie czary i magia.


spacer z psem

Jak mam poziom energii minus miliard, na dworze jest minus 100 i do tego pada deszcz, śnieg i grad jednocześnie, a mam psa. Bo mam. I to takiego ekstra, najlepszego na świecie. I ten pies musi wyjść na dwór za potrzebą, to ruszam tyłek i z nim idę. Nie ma innej opcji. Po prostu NIE MA. NIE ISTNIEJE. Dlatego polecam posiadanie psów.


więcej pracy

Najlepiej zrobi sobie listę spraw, które mamy do wykonania tego dnia i po kolei je robić. Nie zatrzymywać się. Nie robić przerw na sprawdzenie fejsbuka, instagrama, snapczata, twitera, pinteresta, licytacji na Allegro czy innej wyprzedaży w sklepie internetowym. Dobra, robię czasem takie przerwy, przyznaję się. I właśnie dlatego odradzam, bo zaburzają skupienie, wszystko się przedłuża, ciągnie bez sensu. Im więcej do zrobienia, tym więcej energii na to wszystko dlatego DZIAŁAĆ, DZIAŁAĆ, DZIAŁAĆ.


dieta

Żadne odkrycie – jak nie wpieprzasz codziennie pizzy, frytek, batonów czekoladowych, lodów i innych takich pysznych rzeczy, a opierasz swoją dietę na zdrowych składnikach połączonych ze sobą w zbilansowaną całość, to masz więcej energii. Ale u mnie trzymanie diety działa też na głowę. Jak mam z góry narzucony plan co, jak i kiedy mam jeść (warunek jest jednak taki, że muszą być to rzeczy, które mi smakują, nie jestem w stanie zmusić się do jedzenie czegoś, czego nie lubię), to po prostu się go trzymam. Nie wymyślam, że nie mam pomysłu co ugotować albo, ze w lodówce nic nie ma. Wtedy zawsze jest pomysł i czas na zakupy. Co prawda gotowanie moją pasją nie jest i na szczęście mam w domu kogoś, kto lubi to robić bardziej ode mnie i na ogół mnie z tego wyręcza, to jak wiem, że on gotuje, to ja nie będę leżeć i myśleć o tym jak bardzo nic mi się nie chce, tylko zrobię w tym czasie jakąś inną pożyteczną rzecz. I wszyscy są zadowoleni.


oczekiwanie na coś

Jestem trochę leniwa z natury. Na przykład kupiłam sobie fajny (skuteczny!) zestaw do wybielania zębów i… nie chce mi się go używać. Bo wybielanie z nim jest kilkuetapowe i trochę zajmuje bla bla bla. Ale jak wiem, że np. za 2 tygodnie mam super ważną imprezę, to nagle znajduję chęci i siły na używanie go. Jak wiem, że mam wyjazd, to znajduje moc na oszczędzanie na niego. Jak wiem, że czeka mnie ważne spotkanie, to mam siły na przygotowanie się do niego. Jak wiem, że odwiedzą mnie goście, to chce mi się sprzątać. Jak na coś czekam, mam jakiś cel, to chce mi się robić wszystko, żeby dojście do niego czy tez osiągnięcie go było jak najlepsze. Nie brakuje energii, nie rozmyślam nad tym jak bardzo mi się czegoś nie chce, tylko wychodzę z psem, idę na trening, robię kawę, układam plan i biorę się za jego realizację :)))))


POLECAM!!!