JAK NIE PRZYTYĆ NA ŚWIĘTA? Jak trzymać dietę w trakcie świąt? Jak nie dać się obżarstwu? Ile wolno zjeść w czasie świąt? Jak zrobić fit pierogi? Co można podjadać, żeby nie skusić się na ciasto?  Jak wytrwać w zdrowym jedzeniu w czasie świat?

Ludzie… Serio? Serio te trzy dni w roku, to aż tak ogromne pokusy, że na widok pierogów na stole czy innego sernika, każdy dostaje, za przeproszeniem, pierdolca?


Jak najbardziej popieram to, o czym pisała Kudełkowska KLIK – że w święta zamiast siedzieć przy stole i jeść, warto ruszyć tyłek i wyciągnąć rodzinę na spacer, ale nie ukrywajmy, że 80-letni dziadek może po pierwsze nie mieć siły na spacery, a po drugie ochoty, bo od kiedy pamięta własnie w ten sposób spędza święta – siedzi i je, a nie do końca fajnie jest zostawić całą rodzinę i wyjść, skoro nie widziało się ich cały rok. Nawet jeśli potrafią wkurzyć niemiłosiernie pytają o oceny w szkole, o to kiedy ślub, kiedy dziecko, ewentualnie – „kiedy ty dziecko w końcu przytyjesz, zjedz troszkę makowca!” 😉 Są jednak dziadkami/ciociami/wujkami/RODZICAMI (!) – gdyby nie było ich, nie byłoby nas, więc zamiast się złościć, spokojnie tłumaczmy i odpowiadajmy na pytania. Nie widzimy ich codziennie, a życie jest takie przewrotne, że często zabiera nam bliskich w najmniej oczekiwanym momencie, dlatego skoro jest do tego okazja, do spędzenia czasu z bliskimi, to spędźmy go i nie marudźmy. Nie wszyscy mają do tego okazję.

A jednak ja nie o tym dziś chciałam! O jedzeniu chciałam… 🙂


Na pytanie jak nie zjeść wszystkiego w czasie świąt, odpowiedź jest prosta – normalnie.
Skoro każdego, normalnego dnia nie rzucasz się na swoją lodówkę jak jakiś szaleniec, nie wchodzisz do niej w poszukiwaniu ostatniego kęsa, który zamierzasz pochłonąć – po prostu tak samo zrób w święta. Większość z nas – NA CAŁE SZCZĘŚCIE – ma co jeść, codziennie wsuwa śniadanko, obiad, podwieczorek, deser, kolację, przekąski, to nie rozumiem skąd ten świąteczny szał?

Właśnie za to świąt nie lubię: za to, że ludziom odbija! Po pierwsze na punkcie zakupów – tłumy, tłumy, tłumy, wszędzie tłumy, a po drugie za szał gotowania. Wypełniane po same brzegi wózki w supermarketach, a potem tony pierogów, ryb, ciasta, sałatek, WSZYSTKIEGO! Kto ma to WSZYSTKO zjeść? Po co tyle tego kupować i robić, skoro nie dość, że trzeba dopychać wszystkich na siłę:

„No zjedz jeszcze kawałek! Co ja z tym wszystkim potem zrobię?”,

to potem cała masa jedzenia ląduje w śmietniku… A więc jaki w tym sens? Nie można przygotować jedzenia w ilości normalnej, takiej jak zawsze, jakbyśmy po prostu przyjmowali na zwykły obiad kilku członków rodziny czy przyjaciół? Ja rozumiem, że ktoś lubi gotować, ale ulepienie 300 pierogów, to chyba nawet najbardziej zapalonemu kucharzowi może wyjść bokiem..?

Będzie 10 osób? Super. Po jednej porcji zupy dla każdego, plus jakaś dodatkowa dla najgłodniejszego, po dziesięć pierogów na głowę, trochę sałatki, ryby, czy co tam się na święta u każdego gotuje… Wystarczy, naprawdę.

Zamknięte przez 2 dni sklepy nie sprawią, że zabraknie nam wszystkiego i umrzemy z głodu.

A i 12 potraw – no sorry, może i tradycja, ale dla mnie najzwyczajniej w świecie mało mądra. Bo o ile przy stole wigilijnym nie siedzi 30 osób, to kto jest w stanie zjeść w czasie jednego posiłku 12 potraw?  Nie znam takiej osoby.


A więc oprócz tego, że w czasie świat warto zostawić zastawiony stół i wyjść na spacer, także teraz przed świętami warto to zrobić, zamiast spędzać długie godziny w sklepach albo gotując potrawy dla całej armii, które prawdopodobnie w dużej mierze trzeba będzie wyrzucić.

I choć sama objem się ciastem, bo po prostu, najzwyczajniej w świecie lubię jeść i jak mi coś smakuje, to po protu to jem, to z pewnością nie tak, żeby w ciągu trzech dni przytyć 5 kg. UMIAR jest dobry na wszystko i czasem warto odpuścić.