Kiedy byłam dziś rano na siłowni (taaaak! moja walka nadal trwa i… coraz bardziej mi się podoba, ale dziś nie o tym, więcej TUTAJ ), zobaczyłam piękną dziewczynę. Muszę przyznać, że już dawno nie widziałam na żywo kogoś tak ładnego. Miała śliczną, szczupłą twarz, z pięknymi rysami i wystającymi kośćmi policzkowymi. Pełne usta, ładne oczy, gęste, blond włosy i zgrabną figurę, aczkolwiek sama twarz zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że to jej bardziej się przyjrzałam.

Kiedy byłam dużo młodsza i miałam fazę na zmienianie tapety na komputerze średnio co drugi dzień, to za każdym razem na tej tapecie pojawiała się jakaś nowa babka. Nierzadko naga lub półnaga.


Jestem heteroseksualna, nigdy nie miałam co do tego wątpliwości, nie musiałam się też zbytnio nad tym zastanawiać,  w moim przypadku kwestia jasna i oczywista, tylko nie ma to absolutnie wpływu na to, że lubię ładne kobiety – fajnie się na takie patrzy, fajnie się takie podziwia. Nie zawsze ładna oznacza dla mnie klasyczną piękność, czasem na maksa atrakcyjna okazuje się kobieta, która na pierwszy rzut oka wydaje się po prostu brzydka (choć muszę przyznać, że odnoszę ostatnio wrażenie, że „stare brzydkie jest nowym ładnym” i ten kierunek jest trochę dziwny, trochę zaskakujący, ale z pewnością interesujący). Znam też sporo dziewcząt, które lubią prawić innym dziewczętom komplementy. I są w tym szczere, a nie na zasadzie:

-Boże Krysia! Jak Ty pięknie wyglądasz!
5 minut później:
-Boże, widziałaś Kryśkę! Jakaś gruba taka i zbrzydła moim zdaniem.

Ale znam też, bądź obserwuje gdzieś wokół mnie takie kobiety, które czekają tylko, żeby się po prostu najzwyczajniej w świecie do innej kobiety przypieprzyć. Moja ulubiona kategoria, to KOBIETY – MATKI.

Gdziekolwiek się nie pojawią, tam zaraz tzw. gównoburza. Ta matka wyrodna, bo nie karmi piersią, a ta z kolei za lekko ubrała to swoje dziecko, a ta podaje świeże owoce, a ono za małe! Bla, bla, bla. Złe, złe matki! Kurde, ja matką nie jestem, ale przykro tak. Matka matce wilkiem, każda specjalistka od wszystkiego, a mnie się wydaje, że warto pozostać specjalistką od własnych dzieci i na tym poprzestać. Mam nadzieję, że ja na takiej właśnie specjalizacji w przyszłości poprzestanę. Chyba, że ktoś pyta o zdanie, prosi o pomoc.

Są też KOBIETY-ZAZDROŚNICE. Takie co w życiu Ci nic miłego nie powiedzą. Możesz odnowić pokój, ugotować coś niezwykłego, założyć modną sukienkę, przefarbować włosy czy zrobić sobie po prostu kreskę na górnej powiece pierwszy raz w życiu. I choć się znacie, i w sumie lubicie, to ona  w życiu nic miłego nie powie, nie skomentuje. Pół biedy, jak po prostu nie mówi nic, może tak ma. Gorzej jak nie dość, że nigdy nic miłego nie powie, to jeszcze jak się odezwie, to tylko po to żeby coś skrytykować.

-A wiesz, ja to bym te ściany na bardziej żółty pomalowała.
-Gdyby było bardziej pikantne, to byłoby lepsze.
-To zdecydowanie nie jest twój fason.
-W tamtym kolorze było Ci chyba lepiej.
-Zrobiłaś sobie w prawym oku dłuższą kreskę.

Dramat.


Dużo takich kobiet, wokół, a szkoda. Lubimy się kłócić ze sobą, ubliżać sobie. Często damsko-damska kłótnia ma bardziej brutalny, bardziej agresywny i bardziej chamski przebieg niż męsko-męska. Jesteśmy zawistne, wredne i zazdrosne, a to sprawia, że zamiast powiedzieć innej kobiecie, bądź o innej kobiecie coś fajnego – obgadujemy, doszukujemy się złych cech albo drugiego dna, mieszamy z błotem.

Jak sobie jakaś babka cycki zrobi, to na bank ufundował je jakiś jej sponsor, a jak lubi te cycki pokazywać w sporych rozmiarów dekoltach, a przy tym zakładać szpilki i mini spódniczki, no to już na bank „dziwka”! Chamskie słownictwo, ale właśnie takiego się najczęściej w takiej sytuacji używa.

Jak udało się Grażynce awansować na wyższe stanowisko, to na milion milionów procent przespała się z szefem i w zamian dostała ten awans. Bo przecież absolutnie (!) nie mogło być tak, że jest po prostu mądra, zdolna, pracowita, znalazła się w odpowiednim czasie i miejscu (i nie było to łóżko szefa). Bo skoro ja pracuje już piąty rok na tym samym stanowisku i nie widać nawet szansy na awans, to jeśli u innej wyszło inaczej, to z pewnością jakimś podstępem.

A jak widziałaś ostatnio Zosię z jakimś mężczyzną, którego nie znasz, to musiał to być jej kochanek, z którym zdradza męża, bo kolegów ani znajomych nie ma.

Natomiast, jeśli Dżesika przytyła 15 kg, to na bank żarła jak świnia po nocach, bo nie może być np. chora lub mieć jakiejś depresji. Nie, nie.

A jak wlecze się przed Tobą jakiś samochód niemiłosiernie na lewym pasie, to wtedy (prawie) każda babka pomyśli:

-Na bank jakaś baba prowadzi!

Haha, ja tak mam akurat! Przyznaję się! 😉 I tak własnie zazwyczaj jest! 😛


A tak już poważnie… Lubimy, my kobiety, doszukiwać  się u innej złego, mówić sobie uszczypliwe rzeczy… A przecież nawet jeśli Dżesika żarła jak świnia, a Grażynka przespała się z szefem dla awansu, to… tak sobie myślę… co nas, kobiety, to w ogóle obchodzi?

Processed with VSCO with f2 preset