Nie.

I na tym właściwie można by temat zakończyć, ale przyjrzyjmy się kawie rozpuszczalnej bliżej. Właściwie nazywając ją kawą rozpuszczalną, obrażamy kawę zwykłą, ziarnistą. Co najwyżej możemy ją nazwać napojem o smaku kawy. I to też nie będzie tak do końca zgodne z prawdą.

Jako, że jestem fanką kawy postanowiłam poznać lepiej to co jest nam oferowane pod nieoficjalną nazwą kawy, bo samej dotychczas zdarzało mi się sięgać właśnie po ten rodzaj napoju.

To, że istnieją kawy lepsze i gorsze nie jest niczym nadzwyczajnym. Kupujemy w sklepach czy kawiarniach kawy robione z różnego rodzaju ziaren i właśnie jakość ziaren wpływa przede wszystkim na ich smak i aromat. Kawa zawiera kofeinę, która pobudza organizm, a także antyoksydanty, które neutralizują działanie wolnych rodników w naszym organizmie. Filiżanka czy dwie kawy dziennie, mają całkiem pozytywne oddziaływanie na nasz organizm, o ile oczywiście nie przesadzamy – właśnie z jej ilością czy też słodzeniem i zabielaniem jakimiś tajemniczymi proszkami/płynami/dodatkami.


Natomiast napój przypominający smak kawy, popularnie nazywany „kawą rozpuszczalną”, przede wszystkim (dla mnie przede wszystkim – „healthy freakiem” raczej nie jestem, przynajmniej na ogół 😉 ) nie zawiera kofeiny. Dlatego, jeśli ktoś sięga po ten napój po to aby pozbyć się zmęczenia i później faktycznie odczuwa pobudzenie, jest to tylko i wyłącznie efekt placebo bądź po prostu fakt spożycia cukru. „Kawa rozpuszczalna”, w przeciwieństwie do kawy zwykłej, która jest prawie bezkaloryczna, zawiera ich całkiem sporo. Antyoksydanty, o których mowa wyżej i które w normalnej kawie znaleźć możemy, w „kawie rozpuszczalnej” właściwie nie występują. Zanikają w trakcie przetwarzania ziaren kawy.

Tak więc znikają dwa powody dla których warto sięgać po kawę zwykłą, a pojawiają się dwa powody dla których nie warto sięgać po „kawę rozpuszczalną”.


Ktoś może powiedzieć, że „kawę rozpuszczalną” po prostu lubi. Jest delikatniejsza od zwykłej kawy, inaczej pachnie, jest wszędzie dostępna i jeśli ktoś nie posiada ekspresu, jest lepszą odmianą kawy domowej, bo nie musimy męczyć się z fusami. Może i dla niektórych tak. Ale w takim przypadku warto pomyśleć o swoim zdrowiu, ponieważ większość „kaw rozpuszczalnych” zawiera przekraczającą normy dawkę ochratoksyny A. Jest to szkodliwa substancja, która spożywana regularnie w ilościach własnie przekraczających narzucone normy, przyczynia się do powstawania chorób nowotworowych, uszkadza nerki, a także układ odpornościowy. Ochratoksyna A może także uszkadzać strukturę DNA, a w związku z tym, że jest odporna na działanie czynników zewnętrznych (podgrzewanie, gotowanie, wytapianie, pasteryzację czy mrożenie), przyjmujemy ją w za dużej ilości za każdym razem pijąc „kawę rozpuszczalną”.


PODSUMOWUJĄC:

„kawa rozpuszczalna”

  • nie zawiera kofeiny (a więc nie pobudza)
  • zawiera szkodliwą dla człowieka dawkę ochratoksyny A
  • jest kaloryczna
  • nie zawiera żadnych wartościowych dla organizmu substancji

Dlatego przy najbliższej okazji warto sięgnąć po zwykłą kawę, a tej sproszkowanej szybko się pozbyć. Nawet jeśli ktoś uważa, że kawa ziarnista (mielona), jest gorsza w smaku, to prawdopodobnie będzie tak uważał tylko przez kilka pierwszych filiżanek. Po pewnym czasie zaczynamy dostrzegać głębie smaku i aromatu kawy normalnej. Ona niestety również zawiera ochratoksynę A, ale w mniejszej ilości. Przy dwóch filiżankach dziennie, nie musimy martwić się jej szkodliwością.


źródło: http://greenwitch.pl/kawa-rozpuszczalna-trucizna-w-brazowym-proszku/
http://inspiracjekawowe.pl/uwaga-ochratoksyna/