Własna firma, to większe możliwości, praca na etacie, to większy komfort i spokój ducha. Tak w skrócie podsumowałabym obie opcje. Która lepsza? Na to pytanie każdy powinien sobie sam odpowiedzieć. Nie sugerować się tym, że Baśce tak świetnie idzie prowadzenie sklepu, a z kolei Adrian już drugi raz awansował w swojej korpo. Zanim dokona się wyboru, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które wybór właściwej ścieżki z pewnością ułatwią.

Czy wolę spokój, czy szczęście daje mi poczucie stabilizacji i świadomość, że kolejny dzień będzie podobny do poprzedniego, co najprawdopodobniej nie przyniesie mi większych rozczarowań?

Czy może lepsza jest dla nas niewiadoma przyszłość, nowe wyzwania, ale i większe prawdopodobieństwo poniesienia porażki? Oczywiście nie jest to żadną regułą. Jeśli ktoś prowadzi punkt ksero, raczej nie odczuwa wzmożonej ekscytacji związanej konkretnie ze swoją pracą, za to menadżer dużej grupy może każdego dnia przeżywać całą skalę emocji czy stres. Jednak nie da się ukryć, że praca na etacie daje pewnego rodzaju stabilizację. Jeśli się rozchorujesz, możesz przynieść zwolnienie. Pewnie, nie raz będzie to problem dla Twojego pracodawcy, jednak masz takie prawo. Prowadząc własną firmę nierzadko, zwłaszcza w jej początkowym okresie praca np. z gorączką wcale do nadzwyczajnych nie należy. Jednak nie da się ukryć, że tylko własna firma daje możliwość zarobienia naprawdę dużych pieniędzy. Stracenia dużych pieniędzy także, ale przecież, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.
Każda osoba, która prowadząc działalność osiągnęła sukces, z pewnością musiała zaryzykować. Czasem więcej, czasem mniej, ale ryzyko zawsze jest. Jak zwalniają kogoś z etatu, to jest okres wypowiedzenia, czas, kiedy można rozejrzeć się za czymś lepszym. Taka poduszka zabezpieczająca podczas lądowania. Jeśli masz umowę zlecenie czy o dzieło, wtedy poczucie Twojej stabilizacji zmniejsza się, ale jeśli człowiek trafia do normalnej pracy, to nawet umowa zlecenie daje pewnego rodzaju bezpieczeństwo.

Nie wiem jak u Was, ale ja pracowałam w bardzo wielu miejscach i na różnych formach zatrudnienia, i nigdy nikt mnie nie oszukał. Zazwyczaj to ja odchodziłam z pracy aby zacząć inną, lepszą, jednak nawet taka głupia umowa o dzieło nie sprawiała, że nie mogłam w nocy spać. Takie są fakty. Praca u kogoś, to zazwyczaj (!!) większy komfort psychiczny – masz świadomość, że w razie czego po prostu znajdziesz pracę w innym miejscu. Kłopoty we własnej firmie mogą zatrząść całym Twoim życiem na dużo większą skalę.

Czy wystarczy mi (samo)motywacji, chęci, skrupulatności, dokładności, zaangażowania i odpowiedzialności żeby zająć się czymś własnym?

Etat też wymaga tych cech, jednak nigdy nie jesteś sam. Zawsze możesz kogoś, kogo masz nad sobą, zapytać, poprosić o radę. A we własnej firmie, kiedy sam jesteś sobie szefem, musisz sam w sobie znaleźć te cechy i aby firma działała nigdy nie może ci ich zabraknąć. Raz odpuścisz, drugi, trzeci i trzeba się będzie zawijać.

No cóż. Taki etat, to same zalety właściwie. Poza jedną kwestią… I tu pojawia się następne pytanie, trzecie już.

Czy odpowiada mi życie ze świadomością, że „jestem pod kimś”?

Niezbyt fajnie to brzmi, ale czy świadomość, że każdego dnia przez kilka godzin wykonujesz czyjeś polecenia jest dla ciebie ok? Jasne, są osoby, którym to odpowiada. Spełniają się w swojej pracy, radość daje im pochwała od przełożonego.

tablet-1250410_960_720

Ale są też tacy jak ja. Czyli wkurza ich myśl, kiedy mają robić coś, bo ktoś im tak każe. Umiem ciężko pracować, ale ta praca wydaje (mi) się  o wiele lżejsza, kiedy robię ją, „bo chcę”, a nie, „bo muszę”. Oczywiście we własnej działalności też się poniekąd „musi”. To klient rozkazuje ci co i jak masz robić, żeby przyszedł właśnie do ciebie, a później, żeby chciał wrócić i najlepiej jeszcze polecić znajomym, i zajalkować fanpage, i dodać pozytywną opinię. Jeśli nie zajmujesz się sprzedażą, powiedzmy – chemii lotniczej, to niestety klient dyktuje warunki. Ale i na to jest sposób. Wystarczy znaleźć grupę odbiorców, dla której tworzenie produktu (usługi) będzie przyjemnością.

Działalność, to co miesięczne rozliczenia, faktury, ZUS, US. Ale spokojnie. Jak raz ktoś porządnie wskaże ci drogę, wyjaśni wszystko, wytłumaczy, a do tego znajdziesz dokładną, ogarniętą księgową, to wcale to prowadzenie firmy nie jest takie straszne.

Tak, ja uważam, że własna firma jest lepsza niż etat. Dopiero raczkuje w tej dziedzinie. Nie jestem sama, mam przy sobie chłopaka z większym doświadczeniem, a do tego całkiem sporo mądrzejszych ode mnie w tej dziedzinie osób, do których w każdej chwili możemy się zwrócić, jednak wejście do własnej firmy jest… po prostu super. Tam ci się chce, nawet jak ci się nie chce, bo wiesz, że robisz to dla siebie. Że to ty swoją twarzą odpowiadasz za to co sprzedajesz. Bo własna firma, to zawsze jest sprzedaż – produktu, usługi, siebie. Lubię jak się coś dzieje, lubię jak się coś zmienia i jeśli ty też to lubisz, a masz interesujący pomysł, w który wierzysz na 100%, to załóż działalność. Formalności wcale aż tak dużo nie ma, księgowa, to dla takiej początkującej firmy koszt rzędu 100 zł, biuro możesz zrobić we własnym domu, możesz postarać się o dofinansowanie z urzędu pracy (i wcale nie jest to trudne czy nieosiągalne!), cały marketing ogarniesz za darmo przy pomocy mediów społecznościowych. Na początek wystarczy. Nawet ten urząd skarbowy czy ZUS nie takie straszne (przez pierwsze 2 lata dostajesz „bonus” i płacisz niski ZUS – to dość spore odciążenie dla młodego przedsiębiorcy), tylko… musisz chcieć. I wierzyć w siebie, że ci się uda. Nie od razu, nie na początku, ale jak ktoś wytrwale dąży do celu i ciężko pracuje, to zawsze osiąga sukces. Sama, to sobie powtarzam, kiedy dopadają mnie chwile zwątpienia.