Niestety jestem osobą, którą do szału mogą doprowadzić bzdury. Walczę z tym, kiedyś zdarzało mi się wkurzać o takie rzeczy częściej. Częściej też mówiłam o tym głośno, tylko w pewnym momencie zaczęłam zadawać sobie pytanie. A właściwie kilka.

Po co?

Co mi to da?

Co to zmieni?

Czy mi ulży?

Ja wiem, może na moment…

Ale mimo to jak słyszę „Możesz to sobie WZIĄŚĆ”, „No na dziś to już mi STARCZY”, „Mój synek będzie miał na imię BRAJAN” albo „NIECH MAMA to już zostawi, ja zrobię”, to, jak to się mówi, „krew mnie zalewa”. O ile dwa pierwsze zdanie są błędami językowymi i jeśli ktoś tak mówi, jest po prostu niedouczony, więc powiedzmy, że ma to sens – ta moja złość, tak drugie zdanie dotyczy kwestii czyjegoś gustu (choć wg mnie również, choć troszkę, życiowych poglądów, ślepego podążania za „modą” (? 😐 ) i tego typu innych spraw 😛 ), a trzecie chyba po prostu sposobu w jaki ktoś się wysławia, więc co mi do tego, no ale właśnie. Wkurzam się i irytuje.

Tylko wtedy właśnie zapala mi się w głowie czerwona lampka. Albo staram się pamiętać, żeby się zapalała.

Po co?

Co mi to da?

Co to zmieni?

Czy mi ulży?

Nie da się ukryć, że lubimy się wymądrzać, częściej, rzadziej, ale jednak sprawia nam przyjemność pokazanie innym, że wiemy więcej na dany temat. A kiedy okazuje się, że na dany temat wie ktoś inny więcej i głośno o tym mówi, to co? Irytujemy się, ze złością myślimy „ale się wymądrza”.

Lubimy wytykać innym błędy, mówić, że to czy tamto zrobili lub robią źle. Jasne. Samej mi się to zdarza. Tylko po co? Po co mówić komuś, że jest głupi, nawet jeśli wiemy, że to MY MAMY RACJĘ, jeżeli ta osoba nie chce tego usłyszeć? Po co mówić komuś, że nazywanie dziecka Brajan jest naprawdę obciachem, jeśli po pierwsze ta osoba nie chce tego słuchać, a po drugie twierdzi, że jest to najcudowniejsze imię świata i mało tego (!) ma prawo tak myśleć. Po co poprawiać po raz setny znajomą, że nie mówi się tak, tylko tak, skoro ona za sto pierwszym razem znów powie źle. Nie łatwiej olać takie rzeczy po prostu? Jak coś tak nieistotnego działa Ci na nerwy, to walcz z tym, bo szkoda tych nerwów.

Sama mam czasem niewyparzony język i chlapnę coś, czego później właściwe żałuję, bo choć wiele razy mam rację (tak, trochę się wymądrzam), to ta osoba i tak ma to gdzieś, oburzy się tylko, że ktoś się tam do jej spraw wtrąca, poprawia, jakby mądrzejszym człowiekiem był, mówi jak ma żyć.

Oczywiście te przykłady, które tu opisałam, to jakieś totalne pierdoły. Ale przecież często jest tak, że chcemy się wymądrzać na temat czyjegoś życia, na temat ważnych spraw, takich jak wychowanie dziecka, jak zawód, który ktoś wybrał czy wybranek serca. Jeśli ta osoba zdecydowała właśnie tak, jak zdecydowała i nie pyta nas o zdanie, to nie komentujmy, nie krytykujmy, nie chwalmy też na siłę, bo to też się zdarza. No chyba, że mamy do czynienia z naszym przyjacielem, wtedy możemy się czasem po mądrzyć, bo tego samego oczekujemy od tej drugiej osoby (mówię o tej takiej prawdziwej przyjaźni, o której już wspominałam KLIK ), ale chciałabym pominąć tu kwestię przyjaźni i nawiązać tylko do tych luźniejszych relacji – kolega, znajomy, sąsiadka itp, itd.

Żyjmy i dajmy żyć. Serio, nie warto zbytnio angażować się w złe (według nas) decyzje, wybory, wypowiedziane słowa innych ludzi, bo to są ich złe (?) decyzje, (?) wybory i (?) wypowiedziane słowa. Nic nam do nich, nie my będziemy z tym żyć, nie my będziemy ponosić tego wszystkiego konsekwencje. Nieważne czy dobre, czy złe, po prostu nie będziemy.


Tak więc następnym razem zanim zwrócę komuś (obcemu/dalszemu) uwagę, to sto razy ugryzę się w język. Bo to nie będzie nawet w najmniejszym stopniu moja sprawa. Twoja też.