Uciekamy przed wszystkim… Przed miłością, przed odpowiedzialnością, przed ciężką pracą, przed tym, co trudne, skomplikowane. Uciekamy cały czas. Przed kimś lub przed czymś, zazwyczaj sami nie wiedząc czemu, a już zwłaszcza – DOKĄD.

I to jest największym problemem. Zanim człowiek postanowi znowu uciec, powinien usiąść i dobrze zastanowić się nad celem tej ucieczki.

Ok, nie odpowiada mi moje życie, nie chcę takiego, chcę żyć inaczej, lepiej, pełniej.
Super. Ale jak to jest inaczej, lepiej, pełniej?
Nie chcę żyć w takim związku, a w jakim chcę? Nie podoba mi się moja praca, a jaka byłaby lepsza? Niestety nie zawsze nowe oznacza lepsze. Nie zawsze uciekanie sprawi, że znajdziesz się w fajniejszym miejscu. Często nie doceniamy tego co mamy, nie widzimy tego, co leży przed nami, na wyciągnięcie ręki, w zasięgu wzroku, a patrzymy daleko, daleko, tam gdzie nie widzimy właściwie nic, a mimo to decydujemy się iść w tamtym kierunku. Bez przygotowania, bez planu, za to z nastawieniem „boże! jak tam musi być cudownie!”.
Często trawa sąsiada wydaje nam się bardziej zielona…

Czasem wyjdzie nam to na dobre, taka ucieczka. Jasne. Czasem trzeba iść na żywioł, dać się ponieść spontaniczności. Ale częściej jednak, jeśli nie znamy celu, nie wiemy na co konkretnie chcemy zmienić to, co nam się teraz nie podoba, to jest duża szansa, że lepiej nie będzie, a gorzej na pewno. Bo wtedy nie jest to spontaniczność, a głupota.

Tak spontanicznie chcesz rzucić pracę, a za co będziesz jutro żyć?

Dlatego, jeśli planujemy uciekać, to warto wiedzieć nie tylko OD czego, ale również DO czego, jaki jest nasz cel, co przez tą ucieczkę chcemy osiągnąć, w jaki sposób, jaką drogą. Mamy pewne oczekiwania, ale co zrobiliśmy/robimy/zrobimy, żeby te oczekiwania stały się rzeczywistością, a nie tylko marzeniem?

Jeśli tego nie wiesz, jeśli chcesz uciec przed miłością, przed odpowiedzialnością, przed ciężką pracą, przed tym co trudne lub skomplikowane – BO TAK, bo tak mi się chce, bo jestem smutna, zła, nieszczęśliwa, biedniutka i nikt mnie nie rozumie, to warto zatrzymać się na moment i pomyśleć czy rzeczywiście warto uciekać..? Czy może to tylko przejściowe kłopoty, które da się rozwiązać? Że może to tylko chwilowy gorszy okres, po którym nadejdzie czas lepszy i bardziej wartościowy, a który by taki nie był, gdyby nie ten wcześniejszy właśnie gorszy, przed którym chcieliśmy uciekać?

Nie chodzi oczywiście o to, żeby na siłę się umartwiać czy unieszczęśliwiać. Chodzi o to, żeby nie uciekać przed tym co wydaje nam się złe, trudne, ciężkie, nowe, a więc i straszne, bo często jest to droga, którą trzeba przeżyć, żeby osiągnąć coś większego, żeby pewne rzeczy zrozumieć i docenić, i żeby stać się po prostu szczęśliwym człowiekiem.