Janek zaprosił Anetę na kolację. Psuło się ostatnio między nimi, więc uznała, że to dobra okazja, żeby choć trochę coś ponaprawiać. Założyła ładną sukienkę, pomalowała usta. Umówili się już na miejscu, w restauracji. Janek siedział już przy stoliku. Pomyślała, że naprawdę kocha tego faceta i choć wkurza ją ostatnio strasznie, to chce planować z nim swoją przyszłość.

Musimy porozmawiać.

To były pierwsze słowa, które powiedział. Później było, że jest wspaniała i fantastyczna, ale nie mogą być razem dłużej. Bo mają inne oczekiwania, bo on nie wie co czuje bla bla bla. Mógł powiedzieć cokolwiek, nie miało to już dla niej znaczenia, bo przesłanie było tylko jedno:

ROZSTANIE.

Jak bardzo ból może rozrywać serce i jaką męką jest bezsilność, wie tylko ten, kto został rzucony przez osobę, którą bardzo kochał.

I nawet całonocny płacz nie jest w stanie tego wewnętrznego żalu zagłuszyć. Świadomość, że już nigdy go nie obejmiesz, nie pójdziesz z nim do kina, nie będziecie razem gotować spaghetti ani nie zaśniesz nigdy obok, czując jego ciepły zapach, sprawia tak straszny ból, że aż czujesz to fizycznie.

Aneta bardzo cierpiała. Po kilku dniach spotkała koleżankę.

Ech, biedactwo… Ja wiedziałam, że to się w końcu tak skończy. Wszystko przez tą blondynę!

Jaką blondynę?! O czym ona mówi?! Szukasz jej na Facebook’u, porównujesz siebie do niej, wyobrażasz sobie, że kiedy żegnał się z tobą, już myślał o spotkaniu z nią. I wtedy żal zaczyna zagłuszać nienawiść. Do niego i do niej. Masz ochotę ich rozszarpać, zniszczyć życie. Udowodnić wszystkim, że ona jest tylko zwykłą „taką czy owaką”, a on… Chcesz wyciągnąć na światło dzienne największe brudy. Zaczynasz rozpowiadać o nim lub o niej najgorsze rzeczy, knujesz zemstę, życzysz im śmierci albo chociaż jakiś strasznych nieszczęść.

Super. Tylko po co?

Co to może zmienić w życiu? W ich pewnie niewiele… A w Twoim pewnie całkiem sporo. Ciągły lęk, niepewność, kompleksy. Zrobienie z siebie idiotki. Niestety. Jasne, są sytuacje, w których warto walczyć o miłość. Ale jeśli druga osoba nas nie chce, to najwłaściwszą rzeczą jaką można zrobić jest… olanie wszystkiego. Choćby w środku skręcało. Z bólu, złości, wściekłości. To minie. A zachowanie zimnej krwi, gwarantuje zachowanie godności. I nie chodzi tu o udawanie, że wszystko jest w porządku. Mamy prawo mówić, że coś nas boli. Ale chodzi o to aby przejść OBOK tego. Znaleźć się PONAD tym. Niech o tym bólu nie wiedzą wszyscy, np. z Facebooka…

Knucie zemsty pokaże tylko jak bardzo jesteś zdesperowana. Nikt nie lubi desperatek. A skoro faktycznie „to zrobił”, to tym bardziej szkoda dalszego tracenia czasu na takiego kogoś. Lepiej zająć się sobą, skupić się na czymś dobrym, co przyniesie nam korzyść. Zemsta z pewnością do takich nie należy.

Poza tym karma wraca. Poza tym, skoro zrobił tak tobie…