Nic już ich chyba nie łączyło. Spakował swoje rzeczy do dwóch dużych walizek, zamówił taxi i odjechał. Właściwie bez słowa. Lekko pocałował ją w policzek, wymamrotał coś, chyba „cześć” i szybko zbiegł po schodach. Zamknęła drzwi dopiero, kiedy usłyszała silnik odjeżdżającego samochodu. Liczyła, że wróci? Że wbiegnie z powrotem po schodach i powie coś, cokolwiek. Może coś w stylu

przepraszam

kocham cię

bądźmy razem

nikogo tak nie pragnę jak ciebie

jesteś najważniejsza

co my do cholery robimy

ale nie wrócił. Nic takiego nie powiedział. Została sama w niewielkim, pustym, cichym, ciemnym mieszkaniu. I czuła się dokładnie tak samo – całkowicie pusta, bez nadziei na jakiekolwiek promienie słońca. Był weekend, miała więc dwa dni na myślenie. I tego bała się najbardziej. Że będzie za dużo myśleć, analizować, zastanawiać się dlaczego, czy warto, kiedy, jak, co teraz będzie. Ale bała się też wyjść do ludzi, spotkać się w knajpie ze znajomymi, patrzeć na inne, szczęśliwe pary, jak się całują, przytulają, szeptają sobie do ucha znane tylko sobie sekrety, a potem wychodzą razem w ciemną noc, trzymając się mocno za ręce, idąc w stronę wspólnego domu. Ona nie miała już wspólnego domu, został tylko jej dom, a takiego wcale nie chciała.

Ale czas mijał, on nie pisał, nie dzwonił. Nie przyjechał z bukietem kwiatów. Nie czekał na nią pod blokiem, kiedy wracała z pracy. Siedział za to w jednym z barów, do którego w końcu postanowiła pójść. Nigdy tam nie chodziła, ale tego wieczora sama namówiła dziewczyny, żeby udać się właśnie tam, bo ponoć fajnie, ładnie, z klimatem. I on też chyba słyszał to samo o barze, bo też się tam znalazł. W towarzystwie ślicznej, młodej blondynki. Uśmiechała się do niego cały czas, a on kilka razy pogładził jej rękę. Tyle zdążyła zauważyć, zanim ze ściśniętym żołądkiem i łzami w oczach wyszła z lokalu.

Minęły trzy miesiące, a ona nadal czuła to samo. Tą pustkę, żal, niedowierzanie.

dlaczego, czy warto, kiedy, jak, co teraz będzie

On chyba już nic takiego nie czuł. O ile kiedykolwiek poczuł po tym jak wsiadł z bagażem to taxi. A może od dawna nic nie czuł, nie pamiętał już tych wszystkich uśmiechów, żartów, rozmów, dotyku, nocy, pocałunków, wybuchów śmiechu, czułości, kłótni, posiłków, niespodzianek… Ona pamiętała, ale wiedziała, że nie mają już teraz żadego znaczenia.

„…tak strasznie chciałabym wiedzieć co mówi o mnie do innych osób… do tej dziewczyny, z którą przyszedł wtedy do baru… Czy twierdzi, że było fajnie, ale po prostu nie wyszło? A może chce brzmieć bardziej romantycznie i mówi, że byliśmy jak spadające gwiazdy, rozświetlające noc, ale które, jak wielu ludzi, nie odnalazły się po drodze ..? Pewnie nie… nigdy nie był zbyt romantyczny… A może, wzburzony, opowiada jej, że to był błąd, że byłam czymś, co nigdy nie powinno mieć w jego życiu żadnego znaczenia..? A może byłam jedną z wielu dziewczyn na jego liście innych dziewcząt, których z jakiegoś powodu, może błahego, nie mógł pokochać, tak już na zawsze, na stałe, do końca… A może po prostu – co najstraszniejsze, najgorsze- nie mówi o mnie wcale? Nic, a nic. Ani jednego słowa..?”


Processed with VSCO with f2 preset