„Fuck! Pobudka o 6 rano. Wrr… Znowu podarłam rajstopy! Z pudełka wyciągam kolejną parę i szybko je zakładam. Łapię w biegu kanapkę i pędzę na tramwaj. Nieeeee! NIEEE! Odjechał mi sprzed nosa! Wredny kierowca oczywiście nie mógł zaczekać! Wściekła jak osa siadam na ławce i gryzę na kanapkę. O nie, nie, tym razem na pewno się nie ubrudzę. Kanapka zjedzona, nadjeżdża tramwaj, ustawiam się w kolejce i czuję jak lodowaty napój ląduje na moich plecach. Facet za mną musiał pić colę akurat teraz. Przepraszam. A co mi po jego przeprosinach?! Próbuję się wytrzeć, jak chwilę obeschnę, to zarzucę żakiet, już do domu się wrócić nie zdążę. Wbiegam do pracy, szybko na drugie piętro, byle tylko być tam przed szefem! Jaaasne… Na bank. Siedzi już przy biurku i patrzy na mnie znad swoich wielkich okularów.

-Do 14 muszę to mieć gotowe.

Haha, no co ty? Płakać mi się chce, tyle tej roboty, ale otwieram segregator i dzióbię, dzióbię, o przerwie mogę zapomnieć, a potem zostaję jeszcze po godzinach.
Do domu docieram półżywa. Odgrzewam wczorajszą zupę, jakaś taka nie za dobra, ale robię jej ładne zdjęcie i wrzucam na insta. Ostatnio coś mało tych lajków, no trudno, życie. W telewizji nic ciekawego, same powtórki, a Olka i Klaudia nie znajdą dziś dla mnie czasu. A szkoda. Dobra, trzeba się umyć, ale wcześniej kontrola. Cellulit na dupsku, cholerstwo nie chce zejść, a staram się trzymać dietę. No dobra czasem tylko dodam sobie trochę majonezu do sałatki, a na drugie śniadanie jem wuzetki… Ale chociaż tyle mi się od życia należy! No i klasycznie pryszcz, na szczęście da się go jakoś jutro włosami zasłonić. Brrr! Jaka zimna ta woda, leci i leci, ile mam czekać na ciepłą? Po prysznicu znów coś obejrzę, może poleci coś w końcu fajnego, tylko koc sobie muszę donieść, bo ostatnio jakoś tak źle mi się śpi, niewygodne to moje łóżko.”

Kasia ma tylko jedną parę butów, do tego podartych, ale mama jej powiedziała, że panie z MOPS-u mają coś w przyszłym miesiącu pomyśleć, a może też sąsiadka po wnuczce jej odda, bo mała już z nich wyrosła, a Kasia dużo mniejsza jest. Będzie miała całe, nienowe, ale też niepodarte.

Julek je obiady tylko w szkole, bo w domu nie ma pieniędzy na jedzenie. Czasem jakiś chleb czy masło, ale rodzice muszą sobie kupić papierosy, bo przecież nałóg, to nałóg, każdy jakiś ma, jak czasem dla żartu lubią rzucić. Lubią też napić się wódki, a wtedy nie ma już nawet masła i chleba, bo to jedzenie przecież tak zdrożało w tych dzisiejszych czasach!

Agnieszka zarabia 1000 zł i do pracy jeździ rowerem, bo ma 15 km do najbliższej miejscowości, a samochodu sobie kupić nie może. Autobus jeździ raz dziennie, więc nawet jak zimą było minus 15, to wsiadła na rower, bo przecież pracować trzeba.

Marek nie pracuje. Nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że jest chory. Rodzice umarli, został sam i dziś tylko wspomnieniem są czasy, kiedy biegał, skakał, ba! Kiedy szedł na spacer ze swoim małym psem.

Pan Mirek ma ma 88 lat. Bardzo chciałby móc pójść do pracy czy na spacer, bardzo chciałby mieć możliwość decydowania o swoim życiu, bardzo chciałby mieć świadomość, że jeszcze może wszystko, że może przeżyć i zmienić co chce. Ale nie może… Ma 88 lat.

Na problemy patrzymy zazwyczaj z punktu, w którym obecnie się znajdujemy. Ale czy warto? Zanim kolejny raz wkurzy ulewa za oknem, która rozpoczęła się trzy minuty przed wyjściem z domu, warto zastanowić się czy ta złość, czy ten problem, który sami sobie stworzyliśmy w głowie, ma dla nas tak naprawdę jakiekolwiek znaczenie? Czy zmieni coś w naszym życiu? Czy za dzień, dwa, miesiąc, rok będziemy w ogóle o tym problemie pamiętać? No chyba nie. Trzeba zabrać ze sobą parasol. I o tyle jeśli chodzi o ten problem i tą złość. Albo mało lajków pod zdjęciem… Czy to sprawi, że twoje życie stanie się gorsze, mniej wartościowe? Z drugiej strony, warto zmienić punkt siedzenia. Jasne, jasne, odjeżdżający sprzed nosa autobus może wkurzyć, ale właściwie po co się wkurzać, skoro wystarczy następnego dnia wstać 10 minut wcześniej.

Poza tym ta złość na uciekający autobus nie sprawi przecież, że on po nas zawróci. Może lepiej – zamiast się wkurzać – znaleźć szybko rozwiązanie: podejdę na inny przystanek i wsiądę w coś innego. Albo po prostu wstań kolejnego dnia wcześniej. Większość problemów sami sobie stwarzamy, często ze zwykłego lenistwa.

A tak jeszcze z trzeciej strony… Patrz: szef Cię wkurza, ale masz pracę, nie wyspałaś/eś się, ale masz łóżko, masz dom. Nie smakuje Ci zupa, ale masz co jeść, pić. Nie chce ci się wchodzić po schodach, ale możesz to zrobić. Nie jesteś od nikogo zależna/y. Warto docenić takie wydawałoby się błahe sprawy, bo kiedy je stracimy, dopiero okazuje się jak były ważne, istotne, potrzebne, a wręcz niezbędne do życia. A jak coś ci nie pasuje, to zamiast się wściekać, zrób coś, żeby to zmienić na lepsze.