I.

Miłość, to takie dziwne uczucie. Oplata Cię, nie wiadomo kiedy, bierze się nie wiadomo skąd. Dlaczego akurat zakochujemy się w tym człowieku? A w tym drugim, trzecim czy czwartym nie moglibyśmy? Dlaczego? Dlaczego wybór padł właśnie w tamtej chwili, w tamtym momencie, nieoczekiwanym, dziwnym.

Kupowała sobie batonika. Stała w zwykłym spożywczaku w kolejce i trzymała w ręku czekoladowego batonika. A on stał za nią. Poczuła jak coś ładnie pachnie, a raczej ktoś i ukradkiem, że niby przegląda chipsy na półce, zerknęła za siebie. Zobaczyła wysokiego mężczyznę w czarnych włosach i eleganckiej koszuli. Nie jej typ, zupełnie. Ale perfumy miał ładne. Los chciał, że kiedy wychodziła ze sklepu, zerwał jej się pasek w torebce. Portfel, ładowarka, telefon, długopis, szminka, cukierek. Wypadły z torebki i rozsypały się poniżej schodów. Ładnie pachnący mężczyzna kucnął i pomógł jej wszystko zbierać.

– Skoro tak pechowo kończy się ten dzień, to może chciałaby pani dać mu jednak szansę?
– Hy?

Niezbyt kulturalnie zareagowała na zadane pytanie, ale była tak pochłonięta zbieraniem rzeczy, że facet totalnie ją zaskoczył. Przyjrzała mu się uważniej i uznała, że wygląda ok. Poza tym nie wzbudzał w niej żadnych podejrzeń, a ostatni raz na randce była tak dawno… Co właściwie ma do stracenia. Ale! Zaraz. No nie tak od razu przecież, nie wypada!

– A co dokładniej ma pan na myśli?
– Kolację, spacer? Kawę, wino? Czas spędzony w moim towarzystwie, mam nadzieję, że miło.
– Och, to bardzo miłe, dziękuję. Ale dziś niestety nie dam rady.

Uśmiechnęła się szeroko, mając nadzieję, że zaproponuje spotkanie w innym dniu.

– Jutro niestety ja nie mogę, ale może w czwartek? Może mógłbym poprosić o pani numer?

Podała mu numer, wsiadła w samochód i odjechała. Planów oczywiście nie miała żadnych na wieczór. A nie, sorry. Weźmie prysznic, zrobi sobie popcorn i poogląda seriale. Była ciekawa czy do niej zadzwoni. Postanowiła sobie, że jeśli nie zadzwoni do niej lub nie napisze przed umówionym spotkaniem, to na nie, nie pójdzie. Wiedziała, że jest duża szansa, że nawet jak nie zadzwoni, to i tak pójdzie, bo miała ochotę gdzieś pójść, porobić coś ciekawego. Ale wtedy schowa się gdzieś, żeby jej nie widział i dopiero jak zobaczy jego, to wyjdzie. Z pewnością nie może być tak, że będzie pierwsza. I będzie czekać na niego.


1


II.

Ale zadzwonił. Przypomniał, że jutro mają się zobaczyć. Piotrek, tak miał na imię. Ubrała, więc sukienkę, bez dekoltu, z małym golfikiem, ale za to z ciekawym rozcięciem na nodze. Nogi miała zgrabne, mogła się nimi pochwalić. Poza tym sukienka była mimo wszystko dość skromna i o to jej właśnie chodziło. Założyła szpilki, swoje ulubione, czerwone, pomalowała delikatnie oczy i mocniej, na winny kolor usta. Z włosami nic nie robiła. Rozpuściła, rozczesała. Wystarczy. Spryskała nadgarstki, i szyję , wzięła płaszczyk i pojechała na randkę.


2 3


III.

Było bardzo czarująco. Spędzili miło czas. Rozmowa się kleiła, Piotr okazał się inteligentnym, zabawnym i właśnie czarującym facetem. Zjedli pyszną kolację, trochę się o sobie dowiedzieli. I Julka uznała, że chyba ma ochotę dowiedzieć się więcej. Dlatego kiedy zaproponował następne spotkanie, bez wahania się na nie zgodziła. Okazało się, że w weekend Piotrek urządza grilla. Odziedziczył po dziadkach mały domek pod miastem i zaprosił kilku znajomych, dlatego może i ona mogłaby wpaść. W razie czego, jeśli oczywiście będzie miała ochotę, może zostać na noc. Może również zabrać kogoś, jakąś koleżankę, żeby czuła się raźniej, ale nie jest to konieczne, bo on z przyjemnością zapewni jej towarzystwo przez cały czas.

Uznała, że właściwie, to chętnie zostałaby na noc, ale nie sama, więc weźmie ze sobą Agnieszkę. Pojadą jej autem i zobaczą jak się wieczór będzie rozwijał. Jeśli będzie drętwo, nie będzie niczego piła i wrócą po jakimś czasie do domu. Wrzuciła do torby piżamę, ręcznik, szczoteczkę do zębów, jakąś koszulkę, bluzę i dres, i schowała ją w bagażniku.

-Jula, no ja cie nie poznaje kochana! Jedziesz do prawie obcego faceta na grilla. No dobra, wzięłaś mnie ze sobą, ale mimo wszystko! Chyba musi być wyjątkowy?
– Chyba jest… To znaczy widziałam go dwa razy w życiu, ale… naprawdę fajnie nam się razem gadało. I w ogóle.
– No i dobrze. Fajnie jakbyś się zakochała. Należy Ci się.


4


IV.

Domek po babci okazał się starym, ale ładnym domkiem. Z zadbanym ogródkiem i klimatycznymi meblami w środku. Natomiast znajomi Piotrka byli mili i sympatyczni. Zaraz kazali dziewczynom usiąść, nałożyć sobie kiełbasek z grilla, dostały też do rąk piwo. Spojrzały na siebie porozumiewawczo i uznały, że zostaną. Właściwie dlaczego nie, nic nie tracą, są we dwie, będą spały w jednym pokoju. Piotrek znowu zrobił duże wrażenie na Julii, na Agnieszce z resztą też. Bardzo dobrze wyglądał  w jasnych dżinsach i luźnej koszulce. Inaczej, ale wciąż atrakcyjnie.

– Pięknie wyglądasz.

Julka poczuła, że robi jej się trochę głupio, bo starała się wyglądać jak najbardziej luźno, chciała uzyskać naturalny, ładny wygląd, ale żeby nikt nie domyślił się ile jej to zajęło. No cóż. Piotrek cmoknął ja w policzek i delikatnie obejmując w talii, zaprowadził do sypialni, którą miały zająć. Powiedział, że wraca do ogrodu i tam na nią zaczeka. Skorzystała jeszcze z toalety i wracając zajrzała do kuchni. Była ciekawa jak wygląda, a może mogła w czymś komuś pomóc… W kuchni był tylko jakiś chłopak i zaglądał do lodówki.

– Może mogłabym w czymś pomóc?

Słysząc pytanie, odwrócił się w jej stronę. Już dawno nie widziała tak przystojnego mężczyzny. On też przyglądał jej się uważnie. Wyciągnął dłoń i się przedstawił.

– Paweł.

Uśmiechnęła się i uścisnęła mu rękę.

– O widzę, że już się poznaliście, to mój brat.

Paweł okazał się nie tylko przystojniejszy, ale też bardziej zabawny, bardziej błyskotliwy, bardziej pewny siebie. Nie zachowywał się wobec Julki tak delikatnie jak Piotrek. W jasny sposób dawał jej do zrozumienia, że jest nią zainteresowany. I że w ogóle nie obchodzi go, że jego brat także. Siedział koło niej, przynosił jej jedzenie i picie, kiedy mówił, patrzył na nią i kilka razy, nieprzypadkowo, dotknął jej dłoni.


5

6


V.

Po powrocie zamiast na randkę z Piotrkiem, poszła z Pawłem. A potem znowu i znowu. Był taki inny niż Piotr. Bardziej szalony, trochę głupkowaty, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Chociaż kto wie jaki ten Piotrek faktycznie jest, nie znała go przecież za bardzo i totalnie straciła ochotę, żeby poznawać lepiej. Paweł rozśmieszał ją, adorował, sprawiał, że czuła się piękna, ważna… kochana. Dlatego, kiedy Agnieszka powiedziała, że zaczęła spotykać się z Piotrkiem, to Julka strasznie się ucieszyła. Że chłopak nie będzie się z jej powodu martwił czy dołował w razie czego i nie będzie jej głupio gdzieś go spotkać, co w tych okolicznościach było możliwe. A kto wie co to z tego będzie. Może będą mogli razem jeździć na wakacje, wychodzić na imprezy. No naprawdę, lepiej być nie mogło!


7


VI.

I faktycznie, minęło co prawda kilka miesięcy, ale poszli, w czwórkę na wspólną imprezę. Julia bawiła się fantastycznie. Chyba jak wszyscy. Do domu wrócili koło 3. Paweł wszedł od razu do łóżka, a ona poszła jeszcze do łazienki. Kiedy wyszła, zobaczyła, że Paweł nie śpi, siedzi na łóżku. Uśmiechnęła się i chciała pogłaskać go po głowie, ale on chwycił ją za rękę. Trochę za mocno, niż powinien.

– Ał!

Chciała ją wyszarpnąć, ale mocno trzymał i patrzył na nią tak dziwnie.

– Ja nie jestem taki głupi jak mój brat, dobrze wiem po co latałyście co chwilę do kibla.

Mówił cicho, spokojnie, akcentując każde wypowiadane słowo.

– Słucham? Puść mnie!
– Myślałem, że trafiłem na porządną dziewczynę, ale jesteś taka jak każda. Widziałem przecież, że za każdym razem szedł za wami ten łysy typ. Zwykła dziwka…

I popchnął ją. Dość delikatnie. Julia była w szoku. Myślała, że to wszystko jej się śni. Jaki łysy typ? O czym on mówi? Jak on mógł ją tak nazwać, ona nic nie zrobiła. Spojrzała na niego ze łzami w oczach.

– Nie waż się tak do mnie więcej mówić!

I wyszła z sypialni, zamknęła drzwi od salonu na klucz i zasnęła na kanapie zwinięta w kłębek, a łzy spływały jej po policzkach.

– Przepraszam kotek, trochę mnie poniosło, ale to przez alkohol… Zrobiłem ci kawę.


8

9 10 11


VII.

I znowu było fantastycznie. Kochający Paweł, wspólne wyjścia. Tylko czasem był taki szorstki dla niej, czasem ścisnął mocno jej rękę, miała kilka siniaków, ale zawsze przepraszał, że przecież żałuje. No przecież.

Agnieszka zaszła w ciążę. Widać było, że jest szczęśliwa. Że oboje są szczęśliwi. Że trochę nudny, spokojny Piotrek jest też czułym i troskliwym partnerem, który dba o swoją kobietę i chce dla niej wszystkiego co najlepsze. I trochę Julka jakby zazdrość czuła w sercu, że jej partner… Ale nie. Odganiała szybko te myśli. Po co psuć sobie humor jakimiś bzdurami. No bo Paweł też był dobrym partnerem, chociaż  miał ostatnio gorsze dni w pracy. Pracował na dość ważnym stanowisku, jednak nie dość ważnym aby nie czuć na sobie oddechu młodszych. Dlatego musiał zapieprzać, pokazać, że jest najlepszy. Miał szansę na awans. Chciał z niej skorzystać, więc naprawdę ciężko pracował. Wracał do domu zmęczony. Julia wracała szybciej, więc to ona przygotowywała kolację. Akurat była w trakcie, kiedy zadzwonił telefon. Kolega z pracy, zajmowali się wspólnie jakimś projektem, mieli kilka rzeczy do omówienia, poza tym lubili się, Krystian był miłym, sympatycznym gościem.

– Krystian no co Ty – śmiała się Julia – Oni w życiu się na to nie zgodzą! Ale nie można Ci zarzucić braku kreatywno…

Buch!

Julce zrobiło się ciemno przed oczami i poczuła w ustach metaliczny smak krwi. Potem ktoś wyrwał jej telefon.

– Ty dziwko!


W związku z tym, że miała na twarzy siniaka nie mogła zejść na dół, kiedy Piotrek i Agnieszka przywieźli im pożyczony odkurzacz. Patrzyła przez okno jak w trójkę się śmieją, z czegoś żartują.

Dlaczego akurat zakochujemy się w tym człowieku? A w tym drugim, trzecim czy czwartym nie moglibyśmy? Dlaczego? Dlaczego wybór padł właśnie w tamtej chwili, w tamtym momencie, nieoczekiwanym, dziwnym?


12

13 14

16

17