Od dłuższego czasu panuje przekonanie, że trzeba być najlepszym. I to najlepiej we wszystkim.

Albo jesteś najlepszy i dzięki temu jesteś KIMŚ. Albo nie.

Zupełnie tak, jakby nie było nic pomiędzy. Jakby  świat był albo czarny albo biały. A przecież nie jest.

Lato tuż, tuż, siedzi już właściwie za rogiem i czeka, żeby oficjalnie ogłoszono jego przyjście, a wraz z nim urlopy, wyjazdy, wakacje, plaża, słońce, bikini. I tu pojawia się bardzo ważne pytanie:

czy Twoje ciało jest już gotowe na sezon bikini?

Nie??????

Jak to?!


Oczywiście, że jest 🙂

Jak już kilka razy wspominałam – od kilku miesięcy regularnie trenuję, jem „lepiej” – tzn. zdrowiej, bardziej fit. Na Instagramie śledzę kilka fitprofili, które mają za zadanie mnie zmotywować do dalszej pracy nad sobą, ale… jak we wszystkim, także i w tym należy zachować umiar. Oczywiście zdrowe odżywianie, sport, to świetna moda. Chyba jedna z lepszych, jakie do nas dotarła. Nie bezmyślne wychudzenie organizmu, tylko zdrowa, zbilansowana dieta i ćwiczenia, które wzmacniają nasze ciało.

Tylko zaczyna się robić trochę niebezpiecznie, kiedy okazuje się, że osoba, która nagle stała się FIT, nie ma do powiedzenia nic więcej poza kwestiami związanymi z tym byciem FIT. Kiedy odmawiasz bliskiej osobie przyjścia na jej urodziny pod byle pretekstem, żeby tylko czasem broń boże! nie zjeść czegoś z „zakazanej listy”. Kiedy nie możesz przestać myśleć o tym, że tak strasznie dużo ćwiczysz i jesz jak trzeba, a w biodrach ubyły zaledwie 2 centymetry, więc katujesz się na siłowni jeszcze bardziej, zapominając jak ważna jest regeneracja. Kiedy nie jesz glutenu, laktozy, tłuszczów, cukrów i cholera wie czego jeszcze (nie dlatego, że nie możesz ze względu na alergie, ale dlatego, że ponoć tak właśnie jest FIT!), ale za to faszerujesz się witaminami i  suplementami w tabletkach, bo zdrowe, bo warto, bo trzeba. Kiedy po prostu wstydzisz się założyć to bikini i wyjść na plażę…

Owszem, jeśli całe życie spędzasz wolny czas leżąc na kanapie i jedząc chipsy, to nie jest to może jakiś wielki powód do dumy, ale nie wolno nam dać sobie wmówić, że nawet jeśli ktoś właśnie w ten sposób postępuje, jest gorszym człowiekiem! Nie wolno nam popadać w paranoję dotyczącą ludzkiego ciała, że musi ono wyglądać tak czy siak, jak nam to wciskają niektórzy do głowy, ponieważ ma wyglądać tak, jak sami sobie tego życzymy, jak się dobrze czujemy! Jeśli nie lubisz swojego ciała, to zrób z tym coś, ale jeśli chcesz je zmienić, tylko dlatego, że teraz „wszyscy tacy fit” albo „ktoś będzie się z ciebie śmiał, bo masz nie taki brzuch jak trzeba”, jeśli masz mieć z tego powodu kompleksy, gorszy nastrój, doła czy depresję, to proszę – OLEJ TO!

Każdy z nas jest piękny na swój sposób. Jeden ma piękniejsze ciało, ktoś inny umysł. Ktoś ma ładne nogi, ktoś inny brzuch, jeszcze ktoś inny oczy albo cerę. I właśnie to jest super – że się wszyscy tak od siebie różnimy!

Tak więc jeśli uważasz, że Twoje ciało nie jest gotowe na sezon bikini, to jesteś w błędzie. Bo ciało każdego z nas jest gotowe na wszystko, a czy się ktoś z tym zgodzi, czy nie, siedzi tylko w naszych głowach. Jest gotowe aby założyć na nie bikini, sukienkę, szorty. Pójść w nim do biura, na dyskotekę, na plażę i do znajomych.


Jestem pewna, że mnóstwo osób uważa:

GDYBYM SCHUDŁA, NA PEWNO ZMIENIŁO BY SIĘ MOJE ŻYCIE.

Tak. Jeśli ktoś zgubi zbędne kilogramy w mądry sposób, zmieni w ten sposób swoje życie – będzie można podbiec do autobusu bez zadyszki, rzadziej odwiedzać lekarza, a prawdopodobieństwo zachorowania na niektóre choroby, spadnie. Ale to wszystko. Bo cała reszta jest w głowie.

Trenuję od kilku miesięcy po to by lepiej się czuć, lepiej wyglądać, by umieć lepiej panować nad organizacją swojego własnego czasu. Wybieram zdrowsze jedzenie z tych samych powodów. Ale w ten czy inny weekend pójdę ze znajomymi na piwo, a potem być może zjem pizzę, którą zagryzę lodami. Bo lubię, bo będę miała na to ochotę. A potem pójdę na basen, założę bikini. I nie będę oszukiwać siebie ani innych, że jest inaczej, że non stop, 24h przez 7 dni w tygodniu jestem super, ultra fit, bo nie jestem. Bo jedno i drugie lubię, jedno i drugie ma sens, jeśli się to robi z głową 🙂  i będę miała w nosie czy ktoś powie/pomyśli:

„patrz, ta tyle trenuje, a wcale jakoś super nie wygląda” „mogłaby coś zrobić z tą dupą albo z tym brzuchem”

I Wy też miejcie. Bo każdy z nas jest gotowy na każdy sezon, także bikini 🙂 i nie musimy się z niczego nikomu tłumaczyć, jeśli tylko czujemy, że wobec siebie jesteśmy fair.

HOW TO GET A BIKINI BODY? JUST GET A BIKINI.

SO TRUE.

Processed with VSCO with f2 preset

p.s. zdjęcia w bikini nie wstawiam, bo jeszcze żadnego w tym roku nie zrobiłam ;)))