Kiedyś nie było tak wielu rozwodów, kiedyś z jednym partnerem przeżywało się 50 lat, było się ze sobą na dobre i na złe i… to było super. Nie mówię oczywiście o patologiach, gdzie mąż leje żonę, a ona z nim jest kilkanaście lat, bo „co ludzie powiedzą”, bo „jak ja sobie bez niego poradzę” itd.

Mówię o związkach najzwyklejszych, najprostszych, w których dwoje ludzi spotykało się, zakochiwało, postanawiało być razem i dzielić wspólne życie. Mówię o związkach, w których ludzie krzyczeli na siebie, ba! Wręcz darli. O związkach, w których stłukło się ze złości niejeden talerz, nie raz trzasnęło się drzwiami, setki razy odbywały się awantury, a potem następowały ciche dni. O związkach, kiedy na myśl o drugiej osobie miało się ochotę wszystko rzucić i wyjechać hen, daleko, żeby nikt nie znalazł i o takich, o których inni plotkowali. O takich związkach, w których z nadmiaru pieniędzy wyrzucało się do śmieci tony jedzenia i takich, w których jeden bochenek chleba trzeba było podzielić na cały tydzień dla całej rodziny. O związkach, które 24h na dobę spędzały razem i o tych, w których partnerzy ciągle byli w rozłące. O tych gdzie oboje ludzi pracowało i o takich, w których kobieta zostawała kurą domową. O parach, które zawsze musiały trzymać się za rękę i dawać sobie całuski i o takich, które dotykały się rzadko lub nigdy przy ludziach.

Kiedyś człowiek nie zostawiał drugiego człowieka tak o, po prostu. Bo zrobiło się nudno, smutno, mało ciekawie. Bo nie ma już chemii, brakuje tego czegoś. Bo chce spróbować żyć w pojedynkę, bo zostawię Cię tak na próbę, na trochę, może za Tobą zatęsknię, a jak nie to sorry, było miło, ale się skończyło. Cóż, życie. Zostańmy przyjaciółmi.

Kiedyś szanowało się drugą osobę. Kiedyś szukano sposobu na naprawienie tego co popsute, bo przecież jeśli się tą osobę pokochało to za coś, a może mimo wszystko, ale jednak się ją kochało, chciało się mieć ją blisko i co? Tak nagle przeszło? Tak nagle się skończyło? Czasem może i tak. Może i często. Jeszcze częściej jednak brakuje odwagi, cierpliwości i – przede wszystkim – chęci. Jak się zepsuje telefon, to się idzie po nowy, bo kto by tam naprawiał, nie opłaca się, poza tym nowszy model będzie fajniejszy, lepszy, będzie miał więcej funkcji i sprawi więcej radości. Może i z telefonem faktycznie tak jest. Ale z drugim człowiekiem nie.
Doceń tą drugą osobę, powiedz jej coś miłego, daj znać, że jest ważna, potrzebna, może niezastąpiona. I jak Cię wkurza, to rzuć talerzem, ale nie rzucaj zaraz wszystkiego. Za coś tą osobę kochałeś i co? Tak nagle przestałeś? Człowieku?

Zanim rzucisz wszystko w cholerę daj Wam kolejną szansę. I niech nic nie będzie ważniejsze – praca, znajomi, imprezy. To ta osoba niech będzie najważniejsza, bo to ją kiedyś się pokochało i postanowiło dzielić życie. Jeśli ta osoba Cię kocha, to nie zmarnuj tego. Słowami, zachowaniem, złym wyborem. Pomyśl chwilę dłużej i zastanów się jeszcze raz.

/Ania

9d1f2e1bbb6dac3b8e8a3607991cd9f2

(zdjęcia: tumblr)