Od jutra wszystko się zmieni! Zacznę nowe życie. Zrealizuję swoje największe marzenie, wyślę tysiąc cv i znajdę nową, fascynującą pracę. Kupię też karnet na siłownię, zrobię fit zakupy i latem, na plaży na mój widok wszystkim opadną szczęki. O! Nauczę się też włoskiego i francuskiego, i zrobię sobie podyplomówkę. Rzucę fajki, a zaoszczędzone pieniądze wrzucać będę do mojej świni-skarbonki, z pewnością uzbieram na niesamowity wyjazd!

Haha, jasne. Słyszę tego typu teksty od tylu ludzi, że aż trudno w to uwierzyć. Samej zdarza mi się myśleć czy mówić podobnie. Wy też macie czasem takie dni, że wstajecie wściekli na swoje życie, po czym układacie w głowę listę celów, które koniecznie musicie osiągnąć? A potem… wsiadacie w auto/tramwaj/autobus i plany te stają się równie mgliste jak sen podczas ostatniej nocy. Powrót do rzeczywistości. Błędne koło.

Jaki jest Twój cel?

Wiadomo, każdy chce być szczęśliwy, dla wielu właśnie osiągnięcie szczęścia jest celem. Ale nie da się ukryć, że to taki cel „trochę z dupy”, bo co on właściwie oznacza? Dla jednego szczęściem będzie wysokie stanowisko w korpo, dla innego mała, ale własna firemka. Jeden chce podbijać świat w pojedynkę, drugi z gromadką dzieci wokół. Ktoś marzy o dużym tyłku, a ktoś inny chce być na maksa szczupły. Dla tego szczęściem będzie zostać lekarzem, dla tamtego modelem. Dopóki nie określimy się, jasno sobie nie powiemy co nam to szczęście da, trudno będzie taki cel osiągnąć. Nie da się zrobić tego w jeden wieczór, czasem potrzeba nawet wielu lat, ale warto. Bo kiedy jasno sprecyzujemy swój cel, to już sama droga zmierzająca do niego da nam masę radości. Nierzadko (a właściwie chyba zawsze…) więcej niż ten moment, kiedy swój cel łapiemy, bo wtedy może pojawić się pytanie – ok, mam to, super, ale co teraz? Uważam, że określenie jaki mamy cel w życiu, co chcemy osiągnąć jest tysiąc razy bardziej trudne od samego osiągania tego celu. Oczywiście pod warunkiem, że chcemy czegoś na 100%.

Jak osiągnąć cel?

Tak na prawdę po pierwsze i po ostatnie wystarczyłoby jedno słowo:

WYTRWAŁOŚĆ.

Bo wytrwałość, to ciężka praca, niepoddawanie się, kiedy pojawią się schody czy upadki lub kiedy ktoś chce nam wmówić, że – komu, jak komu – ale nam tego celu, to się osiągnąć nie uda.

Jak już człowiek określi, czego w swoim życiu chce, to choćby się waliło i paliło, choćby wymagało to poświęceń, potu i łez, to trzeba WYTRWALE do tego celu dążyć. Czasem brakuje wytrwałości nie tylko wtedy, kiedy jest źle. Czasem brakuje jej wtedy, kiedy jest… normalnie. Kiedy właściwie nic się nie dzieje, gwiazdy nie spadają nam z nieba i nie słyszymy od nikogo braw czy okrzyku zachwytu. Wtedy wiele osób się poddaje, a bo to jeszcze tyle czasu trzeba, tyle roboty, w sumie nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie, bo już tyle to ciągnę i nic… nieee… bez sensu. A gdzieś obok będzie ktoś, kto tak nie pomyśli. „Przeczeka” jeszcze dzień, miesiąc, 5 lat, ale z doświadczenia, a przede wszystkim obserwacji wiem, na 100%, że jak ktoś się nie poddaje, robi swoje, wierzy w to i małymi kroczkami zbliża się WYTRWALE do swojego celu, to prędzej czy później go osiąga. I daje mu to szczęście, satysfakcję, pieniądze. To, czego chce.

Miałam już właściwie kończyć swój wpis, jednak dla przykładu, napiszę o czymś jeszcze. Może da to komuś do myślenia…

Kilka lat temu zrobiłam kurs doczepiania rzęs i właściwie od razu zaczęłam działać. I – głównie dzięki „poczcie pantoflowej” – z miesiąca na miesiąc coraz więcej dziewczyn dzwoniło do mnie w tej sprawie. Kiedy ostatnio znalazłam przypadkiem swój stary kalendarz, przypomniał mi on, że prawie codziennie miałam kogoś umówionego na rzęsy. Jednak po pewnym czasie „szał na rzęsy” minął. I co wtedy zrobiłam ja? Odpuściłam. Coraz mniej osób chciało korzystać z moich usług, więc zamiast wykorzystać ten czas na dokształcanie się czy reklamę, po prostu z biegiem czasu temat olałam. Minął rok czy dwa i co się okazało? Że „szał na rzęsy” wrócił. Noszą je dziś prawie wszystkie blogerki, celebrytki i… dziewczyny w moim otoczeniu. Robienie rzęs, to nie jest akurat coś, co niewiadomo jak bardzo chciałabym robić w swoim życiu, jednak mimo to, można powiedzieć, że trochę nawaliłam. Gdybym wtedy ten gorszy czas wykorzystała lepiej, jednym słowem: nie poddałabym się, teraz miałabym pewnie o wiele więcej klientek, a co za tym idzie – pieniędzy. Wytrwałość? Tak, to właśnie tego zabrakło.

Dlatego ja obiecuję sobie samej WYTRWAŁOŚĆ. Że się nie będę poddawać. Będę realizować swoje cele, nawet wtedy kiedy będzie źle lub nijako. Wcześniej jednak muszę się jeszcze chwilę zastanowić jakie one tak właściwie, na 100% są.

 

 

 

 

 

 

tumblr_m6y84tdd4w1qj6yu8o1_r1_1280

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcie- TUMBLR