Temat z jednej strony ciężki jak kilo gwoździ, z drugiej tak samo banalny. Poznajesz faceta, na pierwszy rzut oka miły, przystojny, ambitny, inteligentny, czarujący, trochę zły chłopak, ale dżentelmen. No cóż, chyba trafił Ci się ideał. Jeden na milion. Pierwsza randka, druga, słodkie sms-y, jeszcze słodsze randki. Motyle w brzuchu, a to dobre dla nastolatek. Ale zaraz, zaraz! Coś Ci tam w brzuchu skacze na jego widok i nagle… bang, bang. Popsuło się. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo dlaczego popsuło się. Czasem wiadomo kiedy i wiadomo dlaczego, ale powód wydaje się tak błahy, że jak to? Nie ma już słodkich sms-ów, a ideał przestaje być aż tak doskonały. Ale mimo to boli. Nie trwało to długo, nie kochasz go, ale zauroczenie przyszło, przyzwyczaiłaś się i teraz jest Ci najzwyczajniej w świecie przykro. Historia jakich wiele. I co teraz?

Broń cię panie boże przed lataniem za tym facetem. Owszem, serce krwawi, oczy płaczą, a pięści same zaciskają się na ekranie Twojego smartphona, chcąc wystukać kilka literek układających się w słowa. Jakie? Różne. Ty taki, owaki, co się dzieje, wytłumacz, tęsknie, płaczę i czekam. Nieważne, nie pisz po prostu. I nie chodzi tu o żadne tam zasady „mężczyźni kochają zołzy” czy inne takie „bądź twarda, pokaż, że Ci nie zależy!”. Może tak, może nie, bez sensu jest wrzucać wszystkich do jednego worka. Chodzi tu przede wszystkim o to, że jeśli się przemęczysz jakiś czas i tego sms-a nie wyślesz pod wpływem największych emocji – po pierwsze szybciej Ci przejdzie. Gwarantuję. Po drugie z pewnością nie zrobisz z siebie idiotki. Nie wszyscy tak mają, ale część osób na pewno, że pod wpływem chwili robi coś, czego normalnie by nie zrobiło. Po co ryzykować. Może facet jest ideałem, tylko coś mu się w życiu wydarzyło. Sms-a dostanie, przeczyta, skasuje albo odpisze. A może jest zwykłym, infantylnym chamem i sms-a pokaże swoim równie fajnym kolegom po to, żeby mieć się z czego pośmiać. Bezsensowne ryzyko. Nie podejmuj go. Nie dzwoń, nie pisz listów, nie wysyłaj koleżanki/kolegi, żeby wybadał sytuację, chyba, że masz 12 lat. W tym wieku jest to dopuszczalne.

Nie ukrywaj tego co czujesz, nie udawaj na siłę twardej, co ma to wszystko gdzieś, masz prawo czuć się zraniona i to okazać, ale może podziel się tym z przyjaciółką. Swoją, nie jego.

Zajmij się czymś, czymkolwiek. Nawet jak Ci się nie chce, jak chcesz tylko leżeć w łóżku, jeść lody, oglądać smutne filmy i użalać się nad samą sobą, to weź psa na spacer, wysprzątaj mieszkanie, poczytaj książkę, pograj na komputerze, idź na zakupy, zrób projekt do szkoły albo zajmij się pracą. Zmuś się do tego, bo kiedy robisz coś, co pochłania nie tylko Twoje ciało, ale też umysł, to nie masz czasu rozpamiętywać i myśleć o smutkach. Jedno drugie wyklucza – jak myślisz o różniczkowaniu albo tworzysz sześć genialnych pomysłów, które wpłyną na rozwój firmy, w której pracujesz, to Twój ideał na ten czas znika. Nie istnieje. A Ty masz chwilę spokoju.

A kiedy już skończysz robić, to co zaczęłaś, to usiądź i się zastanów – czy to faktycznie taki ideał?

Nie. Idealny facet tak się nie zachowuje.

Lepiej, że pokazał teraz jaki jest w rzeczywistości niż wtedy, kiedy byście razem zamieszkali, kupili psa i wpłacili zaliczkę na urlop w Egipcie.

Ludzie przychodzą i odchodzą. Pamiętasz kiedy ostatni raz czułaś się tak samo lub jeszcze gorzej? Nie? No to pomyśl intensywniej i sobie przypomnij. A skoro nadal nic, to świadczy tylko o tym, że czas leczy wszystko i z tą sytuacją będzie tak samo. Za miesiąc, dwa, pięć, nie będziesz nawet w stanie przypomnieć sobie tych negatywnych emocji, bo zastąpi je setka innych, lepszych, fajniejszych. Zawsze tak jest. Prawda?

Aha. A jeśli jednak się okaże, że ideał powróci, dajmy mu szansę… wykazać się. Niech pokaże, że zasługuje na miano naszego ideała i że wcale nie warto się z niego leczyć 😉