Wiele razy pisałam na blogu, że życie pisze różne scenariusze i czasami jesteśmy zmuszani do zaskakujących zwrotów akcji.

Nigdy nie byłam typem panikarza. Mama zawsze na siłę ciągnęła mnie do lekarza. Kolana miałam wiecznie zdarte, często bardziej niż nie jeden chłopak. Skakałam po płotach, rusztowaniach, karmiłam biedne zwierzęta. Nigdy się nie mazałam z byle jakiego powodu i dużo bardziej obchodził mnie wygłodzony pies sąsiada, który nigdy nie powinien mieć psa, niż moje własne zdrowie.

Człowiek docenia, to co ma, dopiero w momencie, kiedy to traci. Straciłam je dwa lata temu w wypadku samochodowym, w którym moją jedyną i największą winą, był fakt, że wsiadłam  do nieodpowiedniego auta. Na początku myślałam, że to jakiś sen. Potem, że wszystko będzie dobrze, a kiedy uświadomiłam sobie, jak jest źle, błagałam w myślach wszystkich i wszystko, co się da, by móc chodzić. Nie będę Wam pisać, jaki ból wiąże się ze zderzeniem z dostawczym autem i otwartym złamaniem kości udowej, bo są też ludzie, których boli bardziej i zwyczajnie czuję, że nie wypada mi nad tym się rozpisywać.


polish-girl-polska-dziewczyna

fot. M. Jaroszewska

Po około siedmiu miesiącach tułaczki o kulach, zrobiłam kilka pierwszych kroków, dzięki którym znowu zachciało mi się żyć. Jestem baaaaardzo aktywną osobą. Także możecie sobie wyobrazić, ile znaczy dla mnie aktywności fizyczna i co oznacza jej brak w moim życiu.

Kiedy już myślałam, że wszystko, co złe za mną, okazało się, że noga nie pracuje tak jak powinna. Aktualnie ćwiczę kilka razy w tygodniu siłowo i każdego dnia dziękuje, za to jak wiele mogę zrobić. Z drugiej strony cały czas mam na uwadze to, że niestety nie mogę biegać, skakać, kucnąć i codziennie zmagam się ze sporym bólem, do którego po prostu już się przyzwyczaiłam.

Z tego względu muszę przejść kolejną operację, po której mam nadzieję, przestanie mnie w końcu boleć i zacznę normalnie funkcjonować. Od momentu wypadku panicznie boję się każdego urazu. Także te operacje przeżywam bardzo mocno, a ze mną przeżywają ją wszyscy moi bliscy.


polish-girl-polska-dziewczyna

fot. M. Jaroszewska

Mogło być gorzej. Pewnie, że mogło, bo mogło mnie tu dziś nie być. Mogło tez być lepiej i w ogóle nie miałabym żadnej traumy i problemów. W dalszym ciągu zgodnie z zasadą „wszystko jest po coś” staram się zrozumieć, po co mi to było. Nie znajduję odpowiedzi. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę.

Jeżeli do tej pory nie wiesz, co jest w życiu najważniejsze, to ja Ci powiem. ZDROWIE. Bo jak nie masz zdrowia, to na nic Ci miliony odłożone na koncie, na nic Ci praca marzeń, niepotrzebne Ci będą również Twoje pasje i zajawki, bo bez zdrowia nic nie zrobisz. Bez zdrowia nie pomożesz Twoim starzejącym się rodzicom, nie urodzisz dziecka, nie założysz rodziny, a jeśli ją już masz, to będziesz się zamartwiał czy doczekasz chwili, aż Twoje dzieci będą samodzielne. Jeżeli nie masz zdrowia, nie będziesz miał siły, żeby żyć pełnią życia.

Więc jeśli je masz, to doceniaj i dbaj o siebie. Bo jeśli dbasz o siebie, to tym samym dbasz o swoich bliskich. Jeśli jednak dzieje się coś złego, to zrób wszystko co możesz, by polepszyć sytuację. Nie czekaj i nie zwlekaj. Bez tego nic nie zrobisz.