Kim była ta kobieta w odbiciu? Ta samą śliczną blondynką, która uwielbia czerwone wino, sprośne żarty i wysokie szpilki? A także makaron spaghetti, letnie wieczory i rechot żab w stawie przy domu?

W stawie, w którym teraz nieco powyżej dna unosiło się bezwładne ciało Wiktora.

Nie wiedziała co ma zrobić.

Nie wiedziała czy powinna wejść do stawu, żeby go ratować. Ale właściwie po co, na pewno już nie żył. Nie wiedziała czy dzwonić po pogotowie, straż, policję, teściową, swoją matkę, Kamila? I tak nikt jej nie uwierzy, że tak się musiało stać, a już zwłaszcza policja. Ani teściowa. Ani Kamil. Najlepszy przyjaciel Wiktora, wiecznie przebywający w ich domu. Którego obecność doprowadzała ją do szału i bólu głowy, ale i tak uśmiechała się przez zaciśnięte zęby, bo przecież wypada. Bo Wiktor ją prosił. Bo Kamil jest przyjacielem. Bo wspólne interesy. Bo masz być dla niego miła. Bo tak.

Ale Kamil też jako jedyny wiedział, że Wiktor był nie tylko czarujący, uprzejmy szarmancki, towarzyski, zabawny, elokwentny, ambitny, inteligentny, przystojny, obyty, wykształcony, mądry. Taki idealny.

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Niech wszyscy mówią co chcą, że taka miłość nie istnieje, że to nie możliwe, że głupoty, że daj spokój, o czym ty mówisz. Ona zobaczyła Wiktora i wiedziała, że będzie jej mężem. On też tak mówił – że jak ją zobaczył, to od razu poczuł, że jest wyjątkową kobietą. I dobrze poczuł. I ona też dobrze czuła. Poznali się bliżej i on okazał się czarujący, uprzejmy szarmancki, towarzyski, zabawny, elokwentny, ambitny, inteligentny, przystojny, obyty, wykształcony, mądry. Taki idealny, że tylko upewniła się w swoim zakochaniu od pierwszego wejrzenia. Ona okazała się piękna, zabawna, mądra, elegancka, dumna, z klasą, absolutnie nie pruderyjna.

Haha. Tacy idealni, a teraz jego ciało zaczynało chłonąć brudną wodę stawu, a ona marszczyła swoją śliczną twarzyczkę.

Co teraz się stanie? Co powinna zrobić?

Nie da się ukryć, że uwielbiała tego faceta. Był taki jakiego sobie wymarzyła kiedyś i zdążyła już nawet porzucić myśli, że takiego znajdzie, aż tu nagle trafiła na Wiktora. Szybka znajomość, szybki romans, szybkie mieszkanie razem. Potem ślub. I szybkie rozczarowanie.

Chyba właśnie to wkurzało ją najbardziej. Nie to, że lubił od czasu do czasu jej rozkazywać, że zdarzało się, że ją poniżał, że obrażał, że wymagał jakiś chorych rzeczy. Tylko to, że zanim wzięli ślub, Wiktor był ideałem. A kiedy przekroczyła prób jego domu z ogromną walizką pełną sukienek, stringów i szpilek, a zaraz potem powiedziała TAK, ideał zamienił się w zwykłego faceta. Takiego, jakich wszędzie wokół na pęczki. Jakich miewała już wcześniej, jakich miały jej bliższe i dalsze znajome. Najzwyczajniej w świecie oszukał ją, żeby mieć ją tylko dla siebie i to doprowadzało ją do szału. Jak Kamil. Kiedy patrzyła jak siedzą we dwóch na kanapie, piją śmierdzące piwo, bekają, drą się bezsensownie, czuła, że krew ją zalewa. Nie takiego faceta poznała! Nie takiego sobie wymarzyła. Ale z uśmiechem na twarzy podawała im chipsy, pytała o samopoczucie, donosiła piwo. Tak samo wtedy, kiedy przyjeżdżała jego matka. Ona wielbiła swojego syna. Alicja podejrzewała, że musi mieć w domu ołtarz, a nad nim zdjęcie synka, bo uwielbienie w stosunku do niego było wprost namacalne. Ale kiedy zjawiała się u nich w gościach, także z uśmiechem na twarzy podawała ciasto, dolewała kawę, pytała o zdrowie. Idealna, śliczna blondynka. W takich sytuacjach grzeczna, ułożona, kulturalna, troskliwa. No właśnie, idealna, gdzie więc podział się jej idealny mąż? Zaginął gdzieś chyba podczas jednego z wyjść z kolegami. Ale cóż…

Wiktor po tych wszystkich wizytach był w całkiem dobrym humorze i dzięki temu chociaż przez moment miała obok siebie faceta, którego poznała w barze i od razu poczuła to miłosne flow! Ale ten dobry humor przemijał, w ostatnim czasie coraz szybciej i znowu miała obok siebie nieatrakcyjnego, śmierdzącego piwem faceta, który gapił się tylko w telewizor po przyjściu z pracy i oczekiwał, że może w dowolnej chili wymagać od swojej żony wszystkiego, czego tylko zapragnie. Jasne, bywał czuły i czarujący. Bywał… Jasne, zdarzało się, że powiedział żonie, że pięknie dziś wygląda. Zdarzało się…

Ale słyszała też, że bywa głupia, że wygląda śmiesznie, że taka jak ona, to na niewiele zasługuje.

Kiedy poznali się tych kilka lat wcześniej, Alicji wręcz uśmiech nie schodził z twarzy, taka z niej była wesoła dziewczyna. A teraz siedziała przy pustym stole, wpatrywała się w lustro ze skwaszoną miną i nie wiedziała co robić. Nawet płakać jej się nie chciało. W dalszym ciągu była wkurzona na swojego już świętej pamięci męża idiotę, że tak wszystko zawalił. Że tak łatwo popadł w rutynę, nie uprzedzając jej wcześniej w żaden sposób. Że od razu się zmienił, nie dając nawet szansy temu małżeństwu na bycie wyjątkowym. A przecież miało być zupełnie inaczej!

I właśnie dlatego tak to się stało, tak jakoś wyszło, że podała mu kolację, lekko podtrutą, a potem zaprowadziła nad staw. Tak o, posiedzimy sobie trochę na dworze, posłuchamy żab, piwa się może napijemy. I jak się już lekko osunął z leżaka, to nogą delikatnie przesunęła go w kierunku stawu. Bezwładne ciało od razu zaczęło się zanurzać, zdążyła jeszcze tylko zobaczyć przerażenie na twarzy z resztką świadomości. Kto by się spodziewał…

A ona po prostu czuła, że to był jedyny sposób aby zabić ten związek, zanim znienawidzi swojego męża do końca. Zanim on zabije w niej te resztki miłości jakie wobec niego i siebie miała. Inaczej się po prostu nie dało.

 

Processed with VSCO with f2 preset