To nie był ten dzień, ale czuła, że musi go zobaczyć.

Widywali się w każdy czwartek aby pogadać o jej życiu. A dziś był dopiero wtorek, więc czekały ją aż 3 dni – cały wtorek, cała środa, cały czwartek, bo spotkania były zaplanowane na godzinę 19. Wiedziała, że nie wytrzyma, wiedziała, że dziś, właśnie dziś, musi go zobaczyć.

W ogóle nie chciała iść do żadnego psychologa, nie chciała nawet o tym słyszeć. Aśka ją namawiała, potem dołączyła Agata, Agnieszka. Martwiły się o nią, mówiły, że już nie wychodzi z nimi tak często jak kiedyś, że wiecznie ma doła, jest smutna, nieaktywna, leniwa. Nic jej nie cieszy bla bla bla. Zrzędziły tak przez trzy miesiące, aż w końcu poległa. Miała dość ich marudzenia. Z drugiej strony wiedziała, że ma w ostatnim czasie gorszy nastrój, że zamiast klasycznych wyjść, świadomie wybiera siedzenie w domu. Żałując nawet trochę później, ale w dalszym ciągu zostając sama u siebie. Po prostu nie miała chęci. Była znudzona, rozczarowana, w ogóle nie ciekawiło jej co przyniosą kolejne dni. Ale ileż można było słuchać próśb, gróźb, namawiania. Wiedziała, że robią to w dobrej wierze, dlatego się zgodziła.

Umówiły ja na spotkanie z psychologiem.

Czuła się trochę jak głupek siedząc w poczekalni po między rudą kobietą, która cały czas mamrotała pod nosem, a grubym facetem, któremu oczy cały czas uciekały na prawo. A na prawo siedziała właśnie ona. Ale przecież to tylko psycholog, nie żaden psychiatra, pogada z nim chwile, może dostanie jakąś złotą radę, która będzie lekiem na całe zło. Ha ha ha.

A potem weszła do gabinetu i ujrzała najprzystojniejszego mężczyznę na świecie. Właściwie, to może nie był aż tak przystojny, ale był zdecydowanie w jej typie. Wysoki, szczupły, ubrany ze smakiem. A potem się do niej odezwał i serce zabiło jej jeszcze mocniej, bo głos miał jeszcze bardziej niesamowity niż wygląd. Nawet nie wiedziała kiedy minęła zaplanowana godzina. Opowiadała o swoim życiu, a on słuchał uważnie, notował, zadawał pytania. Od razu pobiegła do recepcji umówić się na kolejną wizytę. A potem kolejną, kolejną. Dziewczyny były zadowolone, bo w końcu częściej się uśmiechała, może za często nie wychodziła, ale jednak miała o wiele lepszy humor. No i wyglądała lepiej. Zwłaszcza w każdy czwartek w godzinach popołudniowych. Na co dzień biegała w trampkach i adidasach, ale na spotkania z psychologiem zakładała sukienki, szpilki, coraz większe dekolty, czerwone usta. Czuła, że zakochuje się w tym człowieku. Może było to mocno platoniczne, ale jednak. Nie wiedziała o nim zbyt wiele, bo więcej mówiła przecież o sobie, ale udało jej się wyciągnąć i o nim kilka informacji.  Wiedziała, że ma psa, że biega codziennie wieczorami po parku przy domu, że najbardziej lubi jeść sushi. Podobnie z resztą jak ona. Miała straszną ochotę wyciągnąć go kiedyś na to sushi, ale wiedziała, że nie wypada, bo przecież jest kobietą, a poza tym on jest jej terapeutą. Ale taką miała ochotę wyrwać go z tego gabinetu i poznać bliżej, lepiej, bardziej…

Miała wrażenie, że on także by tego chciał. Zawsze tak uśmiechał się na jej widok, kilka razy dotknął jej dłoni, niby przypadkiem, ale czy to faktycznie był przypadek..? Był miły, patrzył jej w oczy. Nie była głupia. Wiedziała, że musi być miły, bo jest przecież jego pacjentką. Ale przecież można być miłym i MIŁYM. Dlatego zadzwoniła we wtorek do przychodni z prośbą o umówienie spotkania na ten sam dzień. Tłumaczyła, że musi, że ma ogromny problem. Ale pani z recepcji była nieugięta. Nie było nawet 15 minut, na które mogłaby ją „wcisnąć”. Była wściekła. Pomyślała, że może mogłaby po prostu pójść do przychodni i może przyjąłby ją poza kolejką albo kiedy wyszliby już wszyscy. Ale nie chciała robić z siebie zdesperowanej idiotki. Dlatego przełknęła gorycz swojej małej, wtorkowej porażki i przeżyła jakoś ten dzień. Wieczorem wybrała się na zakupy i kiedy mijała z koszykiem kolejne alejki, myślała, że coś jej się śni – naprzeciwko niej szedł ON. Zobaczył ją już z daleka i uśmiechnął się szeroko, dokładnie w ten sam sposób, kiedy wchodziła do gabinetu. Ale teraz nie wchodziła do gabinetu, tylko szła niosąc koszyk wypełniony zakupami i także szeroko się uśmiechała. Wymienili uprzejmości, zapytał ją o samopoczucie, a ona bąknęła coś, bo w głowie miała tylko jedną myśl – teraz lub nigdy… Teraz lub nigdy. Teraz lub nigdy.

– Może ma pan, to znaczy może masz chęć zjeść dziś ze mną kolację. .? Tak robię zakupy, ale nie mam pojęcia co mogłabym przyrządzić, a niedaleko stąd jest knajpa z sushi, ale…
– Chętnie.

Nie była pewna czy się przesłyszała, czy nie, ale wolała nie dopytywać, tylko jak najszybciej wyjść Z NIM ze sklepu. Przytrzymywał jej drzwi, żartował, patrzył w oczy, nie uciekał wzrokiem, jednym słowem – miał ochotę spędzić z nią ten wieczór. To po prostu było widać gołym okiem. Na koniec odprowadził ją do samochodu i strasznie odwlekał moment odejścia. Marzyła o tym, żeby najzwyczajniej w świecie objąć jego szyję, zbliżyć się do ust, ale on tego nie robił, a ona nie chciała być nachalna. Matko! Marzyła o tym, żeby wsadził ją w swój samochód, a potem zawiózł do swojego mieszkania i wypuścił z niego najwcześniej rano, ale… Nie… wiedziała, że ogranicza go fakt, że jest jego pacjentką, ale przecież nie ma najmniejszego problemu, żeby przestała nią być. Z drugiej strony kiedy coś dłużej trwa, lepiej smakuje i takie tam głupoty, wiec tylko popatrzyli sobie głęboko w oczy, pouśmiechali się do siebie, na koniec objął ją jedną ręką w talii i pocałował w policzek, i poszedł do swojego auta.

Mimo że tego wieczora jedyne co wypiła, to zielone herbata, miała wrażenie, że jest tak pijana, że nie dojedzie do domu. Z wrażenia. Szczerzyła zęby w uśmiechu mijając kolejne skrzyżowania, a kiedy była już w łóżku, gorąco robiło jej się na samą myśl o tym wieczorze. O NIM.

Tak, tak, nie wolno jej się nakręcać, może przecież nic z tego nie wyjść, ale z drugiej strony właściwie czemu nie? Przecież dobrze się bawili, a rano wysłał jej sms-a. Otworzyła oczy, sięgnęła po telefon i prawie spadła z łóżka. „Jak samopoczucie po wczorajszym wieczorze? Mam nadzieję, że bawiłaś się równie dobrze jak ja :)”. O boże… Cały dzień unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Napisała mu nawet wiadomość na dobranoc, na którą odpowiedział uśmiechem. W czwartek rano znowu obudziła się w doskonałym humorze. Dziś wieczorem wiedziała, że się spotkają i miała nadzieję, że spotkanie przeciągnie się i nie skończy na wizycie w gabinecie.

Wychodząc z domu wiedziała, że wygląda dobrze. Wąskie dżinsy podkreślały jej atuty, skronie pachniały delikatnie perfumami. Wysiadła z samochodu i zobaczyła go z daleka. Także wysiadał z auta, od strony pasażera. Z drugiej strony wysiadł wysoki, barczysty mężczyzna.  Podszedł do NIEGO, złapał w dłonie JEGO twarz i pocałował. I nie był to pocałunek braterski czy przyjacielski…

Bez tchu wsiadła z powrotem do samochodu i z piskiem opon odjechała w stronę domu.