W czołówce najbardziej popularnych na świecie profili instagramowych są wszystkie siostry Kardashian i Jenner. Centra medycyny estetycznej przeżywają oblężenie, bo okazuje się, że zlikwidowanie zmarszczki na czole czy też powiększenie (!!!) ust są w zasięgu nawet dość przeciętnego człowieka. W sklepach dostać można legginsy typu push-up…

Człowiek lubi popadać w skrajności, oj lubi. Przesadzać, wyolbrzymiać. Bardzo!

Tylko po co?

Jasne, moda na bycie fit także króluje. Nie wolno nam jeść glutenu, cukru, białka, laktozy, mięsa. Pomijam oczywiście wszelkie alergie pokarmowe, które też przeżywają okres swojej świetności, niektórzy szukają ich na siłę, żeby tylko coś znaleźć, bo w końcu zdanie „a wiesz, bo ja nie mogę jeść, pieczywa, truskawek, ryb oraz jajek” brzmi obecnie bardzo modnie, ale są też ci faktycznie uczuleni, bo jedzenie, które teraz jemy jest niestety mocno gówniane (przepraszam, ale ciężko użyć innego słowa). Dziś jednak nie o tym.

Potem taki człowieczek patrzy w lustro, ja na przykład, no i myśli sobie „w sumie to jakbym miała większe usta, to może i lepiej bym wyglądała. Albo biust na przykład, większy i pełniejszy, fantastycznie by było. Do tego kaloryfer na brzuchu koniecznie, a mimo to życie pełnią życia. Na 100%! Byłabym wtedy radosna, spełniona, szczęśliwa!”. Na szczęście im dłużej nad takimi rzeczami człowiek (ja) myśli, to dochodzi do wniosku: co za bzdury! Ale są też takie ludziki, które za większy biust dadzą się (dosłownie) pokroić. Ale nie dlatego, że coś z ich biustem jestem nie tak. Tylko dlatego, że ktoś im to przez cały czas próbuje udowodnić i te osoby zaczynają w to w końcu wierzyć. Ktoś nas przekonuje (niestety bardzo skutecznie), że tylko duże usta, często a la karp, gwarantują powodzenie, spełnienie w życiu, ogólną radość i satysfakcję. I te, które je już mają, wychwalają swoje odmienione po tym zabiegu życie (?). A potem robi taka Jolka czy inna Kryśka te usta, a potem jeszcze raz i jeszcze, bo zatraca się w tym i nie widzi, że już naprawdę dość, i śmieją się z niej po cichu wszyscy znajomi. I ona wcale taka szczęśliwa już nie jest. Bo tutaj kolejny raz można przekonać się, że człowiek ma tendencję do przesady. Rzadko kiedy umiemy zatrzymać się po jednym razie, w odpowiednim momencie powiedzieć stop. No chyba, że kogoś życiowym celem było zostanie rybą. Lub kaczką. Jak kto woli.

Cały czas zapominamy o dwóch rzeczach.

Po pierwsze – o lubieniu siebie. Takimi jakimi jesteśmy. I nie chodzi tu oczywiście o to, że jak masz 10 kg nadwagi, to powiedz sobie „jestem piękna” i idź po kolejną tabliczkę czekolady. Ale o to aby polubić siebie i każdego dnia starać się być lepszą osobą. Wiedzieć, że mimo wszelkich niedoskonałości umiemy iść do przodu i znamy nie tylko swoje mankamenty, ale też mocne strony. Nie patrz na siebie z obrzydzeniem, tylko weź się do roboty, bo przecież jesteś fajna i możesz naprawdę dużo, tylko trzeba chcieć 🙂

Po drugie – o proporcjach. Każdy ma inny ideał urody, który tak naprawdę nie istnieje, ale nie odkryję żadnej Ameryki, twierdząc, że to co jest proporcjonalne jest najładniejsze.  Bardzo często jest tak, że nasz może trochę za duży nos, tak naprawdę fantastycznie komponuje się z całą resztą, a gdybyśmy go zmienili, okazałoby się, że dopiero wtedy coś jest nie tak, że nasza twarz straciła wyjątkowość, którą miałą wcześniej. Fajnie jest być oryginalnym, serio. A nie takim jak wszyscy inni. Poza tym łatwo jest zauważyć pewną hipokryzję ze strony osób na siłę poprawiających swoją urodę:

-Powiększę sobie piersi, ale chcę, żeby wyglądały naturalnie.

-Ta kosmetyczka wspaniale powiększa usta, w ogóle nie widać, że były robione.

Skoro chcemy aby to co sztuczne, wyglądało naturalnie, to… po co to właściwie robić? Jasne, są osoby, które urodziły się z totalnie zaburzonymi proporcjami, deformacjami, chorobami. A wszystko jest dla ludzi, chirurdzy plastyczni również. Ale są absolutnie piękne, fantastyczne dziewczyny lub też takie, które wystarczyłoby lepiej ubrać, uczesać, może pomalować, a które które ulegają głupiej modzie i marzą o tym by znaleźć się w gronie tych plastikowych kloników. I nierzadko zrobią absolutnie wszystko, żeby się w nim znaleźć.

Jak miałam jakieś 15 lat, absolutnym hitem, ostatnim krzykiem mody i gwarancją bycia „super”, był tatuaż tzw. „tribal” umieszczony nad pośladkami. A dzisiaj..? No właśnie.

Jasne, można go przerobić, usunąć (całkowicie? niekoniecznie). W końcu to tylko tatuaż, prawda? Z usunięciem sztucznego biustu już aż tak łatwo nie jest. Da się, ale nie jest to coś, co zrobimy ot tak, w 15 minut. Kolejna operacja, ogromne pieniądze, ryzyko uszczerbku na zdrowiu. Może wyolbrzymiam, ale jak patrzę na te paskudne, nie mające nic wspólnego z normalnością usta, to nie da się nie wyolbrzymiać 😉


Moda przemija. Szybciej niż nam się wydaje. Dlatego warto być sobą i się polubić. Wtedy zawsze będziemy na topie 🙂

black-black-and-white-girl-model-natural-Favim.com-132597

źródło zdjęć: thegirlispolished.wordpress.com favim.com  lovingyouhurts.inger.pl