Staram się otaczać dobrymi ludźmi – ludźmi, z którymi dobrze się czuję, przy których mogę być sobą, którzy rozumieją mnie i, które ja ogólnie rozumiem. Ludzie ci są w większości inteligentni, ambitni, mają w sobie coś, co szczerze podziwiam. Są ludźmi, od których mogę czerpać dużo dobrego, a przy tym nie nudzić się kompletnie!

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie wszyscy są takimi szczęściarzami jak ja i nie wszyscy mogą pochwalić się takim doborowym towarzystwem wokół siebie!


Bo wokół niektórych pojawiają się na przykład ludzie BLUSZCZE. Taki bluszcz, jak sama nazwa wskazuje, oplata swojego „żywiciela”-„przyjaciela” (słusznie oba słowa znalazły się w cudzysłowie). Jak? Wyobraźcie sobie, że jest sobie Aśka, a nagle Aśka poznaje Kaśkę i okazuje się, że Kaśka, to jej bratnia dusza, z którą super się dogaduje. Tematy się nie kończą, razem w każdej sytuacji odnajdują się wyśmienicie, no po prostu dwie, przyjacielskie połówki pomarańczy. Nic, tylko iść i konie kraść! I jest super fajnie, idealna sielanka i nagle Asia dostaje zaproszenie na jakąś imprezę do starych znajomych. Ale sama, bez żadnego ogonka. I nie przeszkadza jej to szczególnie, bo znajomych nie widziała od lat i stęskniła się za nimi już trochę, mówi o tym przejęta Kasi. A Kasia jak się okazuje ma focha. Bo musi się swoją pomarańczką podzielić z innymi, no a jak to, przecież razem, zawsze, wszystko..? Smutna minka, łzy w oczach, może jakiś szantaż emocjonalny. STOP! To nie jest żadna przyjaźń! Bluszcz lubi się rozrastać, dlatego warto pozbyć się go czym prędzej ze swojego ogródka.


Słyszałam też o ludziach TULIPANACH. Tak tu dziś roślinnie na blogu, ale tuli-pan, idealnie pasuje mi do określenia osoby, która lubi, pozostając w temacie, skakać z kwiatka na kwiatek. I nie chodzi mi tu o miłość, romanse, związki, a o tzw. kumplostwo. Bo jak się Martyna przyjaźni z Agnieszką, idą sobie razem na imprezę, a potem Agnieszka spotyka się z Andżelą, z którą też się przyjaźni i opowiada jej, jak się Martyna nachlała na imprezie i ile wstydu się przez nią najadła, a później Andżela umówiła się z Julką i mówi, że ta Agnieszka, to nieźle pieprznięta jest, bo spotyka się z tą Martyną, to mamy tu całkiem niezły bukiet tych kwiatów. Jak kocham tulipany, tak te wyrzuciłabym przy najbliższej okazji do śmieci.


Mnóstwo osób nazywa RÓŻE królowymi kwiatów. Choć ja sama nie jestem ich aż tak wielką miłośniczką, to można w tak piękny sposób określić takich co lubią o sobie mówić. Dużo, często, przy każdej okazji, a najlepiej przez cały czas! Gęba się nie zamyka – jaka ta królowa fantastyczna – a co słychać u ciebie – kogo by to mogło obchodzić? Takie kobitki mają często wokół siebie spore grono wielbicielek, ale z pewnością nie przyjaciółek.


A znacie takie sytuacje – dzwoni telefon, odbierasz i słyszysz błagający głos „tylko ciebie mogę o to prosić, wiem, że już tyle dla mnie zrobiłaś, ale wiesz, jest taka wyjątkowa sytuacja”. Przyjaciel dzwoni, no to pomagasz. A potem cisza dłuuuuuugi czas. Aż nagle sms późnym wieczorem „hej czy mogłabym dziś wpaść, pokłóciłam się z Tomkiem, muszę się wygadać”. Wpada, masz gościa, parzysz ciepłą herbatkę albo wyciągasz wino, pocieszanie działa i znów cisza. Hmmm…. (NIE)ZAPOMINAJKA?


Często o tym pisze, bo choć tylu jest wokół mnie dobrych ludzi, to zjawia się czasem jakiś taki inny człowiek i jestem na takich strasznie wyczulona. Bo nie lubię jak ktoś kogoś wykorzystuje, jak ktoś jest zadufany w sobie, jak ktoś lekceważy innych. A nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że właśnie ktoś taki gdzieś tam się w naszym towarzystwie kręci i warto zachować ostrożność.

p.s. Następny wpis zrobię o dobrych ludziach ;))))