Czasami odnoszę wrażenie, że gdzie bym się nie znalazła, to słyszę narzekanie. W autobusie pani narzeka, że wszystko znów podrożało. Koleżanka narzeka, że jej chłopak jej nie rozumie, a kolega, że w tym mieście, to już kompletnie nie ma co robić. Narzekamy, kiedy latem jest chłodno, narzekamy, kiedy nagle przyjdą upały. Narzekamy, że brakuje nam pieniędzy, jednocześnie narzekając, że chyba będzie więcej obowiązków w pracy (za ciężą pracę najczęściej otrzymuje się jakiś bonus). Narzekamy, że mamy kilka kilo nadwagi, a potem sięgamy po batona. Narzekamy, że jest nam tak źle i niedobrze, nic się nie układa, wszystko idzie źle i może komuś się uda, ale nam to już na pewno nie. Narzekamy, że ktoś nas demotywuje, a spotykamy się z taką osobą znowu i znowu, po to, aby… ponarzekać razem z nią. Kawa zawsze jest za mocna, herbata za słodka, a lody za zimne. 
A szkoda, bo narzekanie samo w sobie źle oddziałuje na nas. Sprawia, że widzimy wszystko w dużo gorszym świetle niż, to faktycznie jest. Nie każdy jest urodzonym optymistą, ja także nie i zdarza mi się ponarzekać, ale nie lubię tego w sobie. Z doświadczenia wiem, że o wiele lepiej wszystko mi idzie kiedy nie narzekam. A co robię/staram się robić, żeby wreszcie z tym skończyć?
1. Robię to co do mnie należy i nie roztrząsam tego co się stało. Jeśli stało się coś dobrego, cieszę się, bo będę miała miłe wspomnienia. Jeśli stało się coś złego staram się zastanowić dlaczego tak się stało, co spowodowało taki obrót wydarzeń i już, koniec. Skupiam się na tym co teraz. Warto wyciągnąć wnioski, ale wiem też, że ile bym o tym nie myślała, to i tak nie zmienię tego co się wydarzyło. Lepiej postarać się, żeby następnym razem nie było powodów do narzekania.
2. Staram się stopować kiedy moje myśli za bardzo zaczynają galopować w kierunku pod tytułem „taka jestem smutna i nieszczęśliwa”. Co by się w moim życiu nie wydarzyło wiem, że miałam cudowne dzieciństwo i młodość, mam wspaniałych rodziców, kilku prawdziwych przyjaciół, miałam okazję przeżyć mnóstwo wyjątkowych chwil i nawet kiedy dzieje się źle, to tego nikt mi nie zabierze. I myślę o tym, kiedy zachce mi się ponarzekać.
3. Przypominam sobie, że im więcej narzekam tym gorzej się czuję. Wkurza mnie to, że z nieba leje się żar, a ja muszę np. „polatać po mieście”, ale jak skupię się na tym co mam do zrobienia, to nie ma czasu na narzekanie. Im więcej zadań do zrobienia tym lepiej.

4. Staram się działać i żyć tak, żeby nie mieć powodów do narzekania. Staram się spędzać czas w sposób, który sprawia mi przyjemność i radość. Oczywiście nie zawsze tak się da, ale nie ma co narzekać – trzeba się cieszyć, że te dobre chwile także się zdarzają 🙂

A Wy dużo narzekacie? Na co najczęściej?  /A.