Kiedy leciałam ostatnio samolotem był bardzo brzydki, szary dzień. Na niebie same szare chmury, wokół szarzy, smutni ludzie. Do tego ujemna temperatura, wiatr sprawiający, że było jeszcze bardziej zimno. Ogólnie typowy brzydki, szary, zimowy dzień.

Wsiadłam do samolotu, samolot wystartował i powoli wzbijał się coraz wyżej i wyżej aż znalazł się ponad szarymi, brzydkimi chmurami. A ponad tymi właśnie chmurami było piękne, błękitne niebo i intensywne słońce, które przez małe, samolotowe okienka ogrzewało wszystkim pasażerom mordki.

I naszła mnie taka myśl – banalna, ale też absolutnie w tej swojej prostocie fenomenalna. A mianowicie, że słońce świeci zawsze. Zawsze jest piękne, błękitne niebo i super pogoda. Tylko my czasem jej po prostu nie widzimy. I właśnie wtedy trzeba spróbować wzbić się wyżej i wyżej, i wyżej aż to słońce i piękne niebo zobaczymy. Czasem trzeba wykonać jakiś krok, ruch, bo to, że nad nami jest szaro i ponuro nie znaczy, że jest tak wszędzie. Gdzieś obok, bliżej lub dalej może być w tej samej chwili na maksa słonecznie.

Tylko czasem trzeba pokonać swój strach i lęk, swoje obawy i zrobić wszystko, żeby znaleźć się ponad tym – czyli tam gdzie świeci dla nas to słońce 🙂