A właściwie, to chcę, bo nic nie muszę…
Ogólnie, to uważam, że jestem całkiem spoko. Mam swoje wady, jak każdy. Często też marudzę, że to mi się w sobie nie podoba czy tamto. Ale tak naprawdę, tak zupełnie szczerze, to nie mam sobie zbyt wiele do zarzucenia. A to co nie do końca jest dograne łatwo i szybko można zmienić.
Chciałabym na przykład być bardziej wytrwała. Chciałabym postanowić sobie coś i z całych sił do tego dążyć, nie patrzeć się za siebie, nie szukać wymówek ani usprawiedliwienia na własne lenistwo. Ale gorzej jak się na koniec okazuje, że to nie do końca było warte takiego poświęcenia i że na przykład można było w tym czasie zrobić coś super – mega spontanicznego, a teraz już po…
Chciałabym też mniej mówić, więcej słuchać. Łapię się czasem na tym, że ktoś coś do mnie mówi, a ja jestem hen hen, na przykład nad morzem i w myślach przekręcam się na drugi bok, żeby równomiernie się opalić. Ale łapię się też na tym, że kiedy rozmawiam z kimś kto ma coś mądrego do powiedzenia, to jednak nie jestem na żadnej plaży, tylko TU i TERAZ i uszy szeroko mi się otwierają i chłoną każde słowo.
Chciałabym też więcej rzeczy, spraw, ludzi olewać. I nie być zawsze miłą i grzeczną Anią, i nie przejmować się tymi co mnie dołują albo krytykują. Ale gorzej jak to jest konstruktywna krytyka, a ja zacznę się nad sobą użalać i zamiast przemyśleć i wyciągnąć wnioski, to oleję i dalej będę popełniać ten sam błąd…
 Ech. Właściwie, to nie jestem nałogową palaczką, nie myję rąk co dziesięć minut, jak czegoś zapomnę z domu, to nie pluję przez lewe ramię, kiedy się po to wracam, nie odkurzony przez kilka dni mebel nie wzbudza we mnie frustracji i nie obmyślam strategii sprzątania. Nie obgryzam paznokci, nie klnę jak szewc, nie mam w domu kolekcji 6000 starych opakowań po czekoladzie ani nie zbieram kapsli z chodników. 
(wszystkie zdjęcia pochodzą z tumblr)
Nie jestem wcale taka najgorsza i nie będę nic zmieniać. Skupię się na swoich zaletach, o wadach postaram się zapomnieć, jakoś to będzie. Wy też tak zróbcie /A.