Do czego dążysz w życiu? Wiadomo, trzeba się obronić, potem magisterka, praca, najlepiej „w miarę” płatna, na dobrze płatną w Polsce nie ma co liczyć. Miło by było, gdyby rodzice byli ze mnie dumni, własny kąt, rodzina. To takie oczywiste rzeczy. Sądzę jednak,  że największe szczęście nie przyniesie żadna szkoła, kurs, tylko po prostu odnalezienie w sobie harmonii, równowagi . Pokochanie siebie i zaakceptowanie takim, jakim się jest. Bez tego nie będziemy szczęśliwi chociaż byśmy skończyli Oxford, Harvard, Yale i mieli świetną pracę. Nie chodzi tu o chwilę szczęścia, rano jesteśmy uśmiechnięci, a wieczorem wyjemy do poduszki. Chodzi o to, żeby czuć się ze sobą na prawdę dobrze normalnie. Szukam stałego szczęścia, którego nie da mi wypad na zakupy czy egzamin na 5 🙂 Szukam szczęścia jako spokoju, równowagi. Macie jakieś pomysły?

 Miłego!