JUST DO IT założyłam, kiedy leżałam w trudnym stanie w szpitalu parę lat temu. Wszystko we mnie krzyczało, a ja miałam ogromną potrzebę dać upust emocjom. To miejsce i to co tu piszę, z pewnością miało ogromny wpływ na ukierunkowanie mojego życia. 
Po paru pięknych latach znów znalazłam się w szpitalu. Podczas kiedy powinnam przygotowywać się do egzaminów w szkole, drukować strony pracy magisterskiej,  walczę z bólem nie do wytrzymania. Znowu zawalił się świat, bo jestem aktywna fizycznie, bo chciałam pobiec w maratonie, a nie mogę nawet sama wstać…bo miałam tyle marzeń i planów. I mogłabym ten monolog wyliczać jeszcze przez kilka ładnych godzin.
Z dzisiejszej perspektywy wiem jednak, że WSZYSTKO JEST PO COŚ. I tak naprawdę mam niewiele do gadania. Bo mogłabym gdybać i użalać się nad sobą w nieskończoność. Jeden felerny wypadek pokrzyżował mi całe plany. Nie poddaję się i biorę to na klatę, wiem…że ciężką pracą wrócę do biegania i do normalnego funkcjonowania… Bo może jednak żyłam za szybko, za wiele chciałam? 
Trzymajcie za mnie kciuki, wracam do żywych! Kolejny raz zdaję sobie sprawę z tego, że możemy planować, ale i tak nie mamy wpływu na to, co będzie. 
Trzymajcie się Kochani! K.