Dawno nie pisałam tutaj tak osobiście, nie ze względów takich, że mi się nie chciało, ale po prostu zabieganie i liczne sprawy „wiszące” nade mną nie dawały mi możliwości wypisania.
Co u mnie?
Znacie mnie już trochę i wiecie, że podchodzę do narzekania raczej niechętnie. Nie wylewam żalu w internecie i ludzi w realu też staram się oszczędzać. Jednak nie lubię pisać nieszczerze, stąd będę zobowiązana zostawić tutaj niewielki zarys moich zmartwień. Mianowicie kartki z podręczników studenckich zaczęły na mnie spadać niczym grom z jasnego nieba. Tonę pośród nich i znowu czuję, że sezon intensywnego kartkowania można uznać za rozpoczęty! 
Chyba napiszę niebawem wpis zatytułowany jak pogodzić studia dzienne, pisanie magisterki, dwie prace i nie zwariować albo coś w tym stylu. Nie wiem dlaczego uczelnie wyższe na ostatnim roku studiów dokładają studentom przedmiotów, a co za tym idzie zaliczeń. Człowiek nie koncentruje się na pisaniu pracy magisterskiej i czytaniu do niej książek, artykułów tylko na zaliczaniu przedmiotów, które tak naprawdę niewiele już wnoszą, a komplikować życie – no oczywiście, że komplikują. :)) Tym samym weekend zamierzam spędzić w towarzystwie kartek, książek, notatek i kaw. Na szczęście w ostatnich dniach zdołałam znaleźć chwilę na spacer, a także kilka wyjść na miasto, także zostaje mi po prostu przecierpieć ten armagedon.
Kawa, kawa i jeszcze raz kawa. 

Trochę mnie 🙂
Trochę wschodów i zachodów.
Trochę fajnych miejsc. Czyli m.in niezwykle barwna i oryginalna klubokawiarnia „Szajba” znajdująca się na ul. Świętego Antoniego we Wrocławiu.
No i moje plany na weekend! Czyli zagryzanie jednej książki nie do przejścia, książką, którą mogłabym przeczytać od ręki no i generalnie robię rzeczy mega ważne aż umieram. 

K. 🙂