Kiedyś miała wielkie marzenia. O fantastycznej pracy, kochającym mężczyźnie, powalającej urodzie. Nic jednak z tych marzeń nie zostało. Zweryfikował je czas i szara rzeczywistość, która nadeszła właściwie zaraz po studiach. W trakcie studiów było poczucie, że świat jest na wyciągniecie ręki i cały należy do niej.

Pierwsze lądowanie zaliczyła podczas szukania pracy. Nikt nie zaproponował jej pensji, jaka wydawała jej się oczywista – że właśnie co najmniej taką powinna dostać. Nie mogła długo wybrzydzać, dlatego zdecydowała się na jedną z niewielu ofert, które dostała. Płaciła rachunki, coś tam sobie czasem kupiła, ale na podróże dookoła świata brakowało.


Miała kilku mężczyzn, ale nie były to zbyt poważne związki. Może za dużo oczekiwała, po kilku pierwszych spotkaniach wyobrażała sobie nie wiadomo co, więc ci faceci uciekali. Jeden został, może nie jakiś przystojny. Człowiekiem sukcesu także nie był i właściwie ciężko powiedzieć jakie uczucia żywił do swojej dziewczyny, bo bywał dość obojętny, nie miał własnego zdania, nie mógł się zdecydować czy wieczór z chłopakami jest mniej atrakcyjny od wieczoru z nią, więc kiedy napomknęła o rozstaniu, nawet się jakoś specjalnie nie zdziwił. Nie prosił by nie odchodziła, nie wybiegł za nią, nie przyszedł z kwiatami na drugi dzień, na co po cichu, mimo wszystko, liczyła. To było lądowanie numer dwa.


Lubiła w wolnych chwilach rysować i nawet zaraz na początku pracy, kiedy się na nią mocno wkurzała, uwierzyła, że może zostać niezależną malarką, której nikt nie mówi co ma robić, bo każda rzecz jaką stworzy, zbierze same pozytywne opinie, wszelkich krytyków. W związku z tym wysłała pracę na konkurs. Ale nie dostała żadnego wyróżnienia. Nie dostała nawet odpowiedzi, że niestety, ale nie tym razem… I znów upadek. Zderzenie.


Nadszedł dzień 30 urodzin. Czas podsumowań, czas refleksji i pytań pod tytułem: czy lubię swoje życie? I właściwie ta głębsza refleksja była całkowicie zbędna, bo odpowiedź brzmiała po prostu: NIE.

Nie, nie lubię swojego życia. Nie lubię swojej pracy, zajęcia, które wykonuje po między także są mało ciekawe, do siebie też miłością nie pałam, nie kocham nikogo innego.

Tak więc nie życie, a egzystencja i to dość bierna. Potrafiła wymienić szczegółowo wszystko to, co jej się nie podobało. Lista rzeczy, które w jej życiu były ok, właściwie nie istniała, poza paroma pierdołami. I choć często się nad tym wszystkim zastanawiała, nie umiała zrobić inaczej niż przeżyć kolejnego dnia tak, jak przeżywała te poprzednie. Na samą myśl o swojej pracy chciało jej się rzygać, ale wysłanie cv i potencjalna rozmowa na temat swojego (znikomego) doświadczenia, wiedzy czy umiejętności była chyba jeszcze gorsza. Teraz może nie było zbyt fajnie, ale stabilnie. Wszystko mogła przewidzieć, żadnych przykrych niespodzianek. Ani tych nieprzykrych.

A jednak.

Szukała akurat kluczy w torebce, kiedy zadzwonił telefon. Wpadła szybko do domu i w ostatniej chwili zdążyła odebrać.


-Julka nie żyje… miała wypadek, wracała ze szkolenia w Warszawie.


Z Julką nie znały się bardzo długo, ale była to dziewczyna, która po pierwsze ją fascynowała. A po drugie była jej bardzo bliska. Mimo, że do prawdziwej piękności sporo jej brakowało, zawsze była fajnie ubrana, miała ładny makijaż i włosy takie, jakby dopiero co wyszła od fryzjera. Mimo braku perfekcyjnej urody sprawiała wrażenie dziewczyny na maksa zadbanej, przez co przyciągała wzrok wszystkich, w których zasięgu się znalazła. Kiedy się poznały, pracowała w dziale HR jednej z większych korporacji. „Nudno trochę, ale dobrze płacą”, często to powtarzała. Swoją nudną pracę wynagradzała częstymi wyjazdami. Zwiedziła pół świata, często po powrocie zapraszała znajomych, pokazywała zdjęcia i filmy, częstowała egzotycznym jedzeniem, które przywiozła i opowiadała o tych podróżach w taki sposób, że nikt nie miał najmniejszej ochoty jej przerwać. Opowiadała całą sobą, zafascynowana do granic możliwości tym co przeżyła, poczuła, zobaczyła. Posmakowała. W między czasie doszkalała się w kilku dziedzinach, aż zaproponowano jej bardziej atrakcyjną pracę. Miała sporo obowiązków, ale część mogła wykonywać zdalnie, co umożliwiało jej jeszcze częstsze wyjazdy. Praca marzenie.

Julka także malowała obrazy. Nigdy żadnego nie sprzedała, ale zawsze jak do niej przychodzili w gości, na ścianie wisiało coś nowego. Często też dawała je znajomym w prezencie, także bez okazji i gdy ktoś pytał, chętnie opowiadała o tym co było inspiracją, dlaczego właśnie takie kolory i ile czasu jej to zajęło. Uśmiech właściwie nie schodził jej z twarzy, może dlatego, że zawsze umiała dostrzec jakieś plusy. Jasne, zdarzało jej się narzekać, ale swoją wypowiedź i tak zawsze kończyła czymś dobrym.

Miała kilku facetów. Nie ułożyła sobie z żadnym życia na poważnie, bo mimo, że nawet razem mieszkali, to jakoś nigdy nie pojawiały się rozmowy o ślubie czy dzieciach. Jednak byli to bardzo atrakcyjni mężczyźni. Często z pasją, tak samo jak Julka, pracą ambitną i/lub dobrze płatną i co wydawało się jej najważniejsze – byli wpatrzeni w Julkę jak w obrazek. Przynosili bez okazji kwiatki, całowali w czoło, kiedy przechodzili obok, mówiąc na jej temat w oczach widać było błysk podziwu i miłości.


A teraz Julka nie żyje. Tak po prostu. Iskierka zgasła. Nie będzie już niesamowitych relacji z podróży, zakochanych facetów, oszałamiającego uśmiechu, kolorowych sukienek, awansów, rozmów przy winie czy przetańczonych do rana nocy.

Spojrzała w lustro i oczy napełniły jej się łzami. Zobaczyła nudną, smutną kobietę po trzydziestce, która nie umie znaleźć w sobie ani wokół siebie, ani jednego powodu do uśmiechu czy radości. osobę, która się sobie nie podoba, której najlepiej wychodzi narzekanie.

I żyje.

A mimo to nie umie, nie chce wykorzystać tego życia w taki sposób, żeby móc z uśmiechem spojrzeć w lustro. Żeby przeżyć je tak, jakby tego naprawdę chciała. Julka też nie podbiła świata, ale podbiła własne życie. Brała je garściami, na wszystko zawsze znalazła sposób, chęci, możliwości, wierzyła w siebie.

Czy ja jestem gorsza? Chyba nie..? A może..?

Najtrudniej jest zmienić myślenie, zrobić pierwszy krok, wiedziała o tym. Ale spojrzała na szafkę, na której stało jej zdjęcie z Julką, jak zwykle szeroko uśmiechniętą i w myślach obiecała przyjaciółce, że nie zmarnuje już nigdy żadnej szansy. I dzięki temu Julka będzie zawsze żywa w jej myślach i sercu.


I postanowiła zrobić wszystko, żeby słowa dotrzymać.