Wiolki mama nigdy nie powiedziała jej, że ją kocha. No przecież wiadomo, że ją kochała skoro była jej matką, co nie? Nie mówiła jej też nigdy „dobra robota!”, kiedy Wiolka przynosiła ze szkoły piątki lub czwórki, no bo co to za wyczyn? Co takie dziecko ma do roboty poza nauką? No już bez przesady, skoro nie ma żadnych poważnych obowiązków z racji swojego wieku, to chyba regularnie zasiąść do książek może, co nie? Potem jak się Wiolka dostała na porządny uniwersytet, to mama wszystkim sąsiadkom opowiedziała jaką ma mądrą córkę, ale Wiolce zapomniała. A jak sobie przypomniała, to uznała, że nie ma sensu, bo jeszcze w piórka obrośnie i się pogorszy. W czasie studiów pojawił się Kuba. Kawał chłopa, silny jak dąb, porządny człowiek, ale krzykliwy strasznie. I tak pohukiwał na Wiolkę, a jak zobaczył, że ona nic, to pohukiwał częściej, zdarzyło mu się powiedzieć, że jest głupia, jak bardziej ze sobą zadarli i związek się rozpadł, a mogło być przecież tak pięknie. Bo choć Wiola głupią dziewczyną nie jest, to kompletnie nie umie o siebie zadbać ani pokazać światu, że jest warta więcej niż im się wydaje i że może wszystko. Dlaczego nie umie? Bo tego nie wie. Skąd ma wiedzieć, jak nikt jej tego nigdy nie mówił?

Ładne albo krzywe zęby, gęste albo cienkie włosy, odstające uszy, grube nogi albo długą szyje. Plus kilka cenniejszych rzeczy, a jedną z nich jest poczucie własnej wartości. Lub jego brak. To właśnie przede wszystkim dostajemy w spadku od rodziców.

Zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć, że rodzice traktowali mnie jak księżniczkę. W negatywnym znaczeniu tego określenia.

Tak, przyznaję, traktowali mnie jak księżniczkę. Ale w innym znaczeniu tego słowa. Nigdy w życiu, nawet przez ułamek sekundy nie poczułam, że nie jestem dla nich najważniejsza na świecie. Nigdy w życiu nie usłyszałam „nie dasz rady”, „nie bierz się za to, to nie ma sensu”, „źle wyglądasz”. NIGDY!

Usłyszałam za to „wiadomo, że sobie poradzisz”, „zrób tak jak uważasz, to ty masz być szczęśliwa, to tobie ma być dobrze”, „córeczko, jesteś bardzo mądra”, „jesteś dobrym człowiekiem”. I ja im w to uwierzyłam i wierzę do dziś.

Czy jestem teraz szczęśliwa? Czy dużo osiągnęłam? Tak i nie, wiadomo. Wszystko zależy od nastroju, humorków, generalnie od punktu siedzenia. Od tego z jakiej perspektywy na siebie patrzę czy porównuję się z kimś innym (ale na zasadzie motywacji: skoro ona może, to ja także!)

Ale co przede wszystkim dało mi podejście do mnie moich rodziców? To, że chcę więcej. Że nie zadowalam się byle czym. Że co chwilę mam inny pomysł, inne zadanie do wykonania, chęć poczucia i zobaczenia coraz to więcej i więcej, a głowę pełną marzeń i ja wiem, że te marzenia się spełnią. Nie. Sorry, same się nie spełnią. Że ja umiem żyć w taki sposób, podejmować takie decyzje, że dam radę je osiągnąć.

Inna zaleta powtarzania dzieciakowi, że jest fajne? Brak problemu z powiedzeniem drugiej osobie, że jest ładna, fajna, mądra, że da radę i sobie poradzi. Skoro ja mogę, to inni też. Umiem dostrzec w drugiej osobie mnóstwo pozytywnych rzeczy i nie mieć chęci krytykowania jej za wszystko. Bo wysokie poczucie własnej wartości pozwala dostrzec wartości innych ludzi. A kompleksy je przysłaniają.

Pewnie, pewnie… Są chwile zwątpienia, dół, ale w związku z tym, że to poczucie mojej własnej wartości jest na bardzo wysokim poziomie, jestem w stanie sama sobie wytłumaczyć, że ten gorszy okres minie, że martwienie się (lub innych) jest bez sensu, wystarczy zrobić to czy tamto i będzie lepiej, będzie dobrze. Czasem wygrywa lenistwo, niestety, owszem przyznaję się. Ale to nie znaczy, że mogę mniej. I tak samo jest z Tobą 🙂

I właśnie za to jestem najbardziej na świecie wdzięczna Rodzicom. Mamo, Tato, dziękuję. Kocham Was.

Dlatego drodzy Rodzice i przyszli Rodzice. Mówcie swoim dzieciom, że są zajebiści. Bo kto jak nie Wy ma im to powiedzieć? Poza tym to Wasze dzieci, więc przecież chyba są świetne? Wiadomo, że nie jest tak, że jak ktoś takich rodziców nie miał, to sobie w życiu nie poradzi. Ale na pewno będzie mu trudniej.

A chyba każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było szczęśliwe. Tak naprawdę, na 100%.

Nie wiem jak Wy, ale ja zamierzam swoim dzieciom ciągle powtarzać, że są najlepsi. Pamiętając oczywiście również o tym, żeby wychować ich na dobrych, pracowitych i wrażliwych ludzi, którzy umieją odróżnić dobro od zła. Bo to jest tak samo ważne.