Jechała zamyślona autobusem i czuła jak opadają jej powieki. Ciężkie powietrze w zamkniętym pojeździe, pełne obcych jej ludzi. Przyglądała im się niechętnie, po czym skierowała swój wzrok w stronę okna. Tam było zdecydowanie ciekawiej.

Kiedy jednak wsiadła do autobusu ONA, od razu zwróciła jej uwagę. Była wysoka i bardzo szczupła. Wręcz koścista, mocno wychudzona. Pachniała słodkimi perfumami i wyjadała orzeszki z małego woreczka, głośno nim szeleszcząc. Ale po chwili i jej widok zaczął być nudny, straciła całe zainteresowanie, kiedy kobieta zaczęła grzebać w torebce przez dłuższy czas. Wyciągnęła sporej wielkości telefon, wybrała jakiś numer.

-Halo?! Wujek? No to ja, Krysia.

Pół autobusu odwróciło głowę i spojrzało na Krysię. Jeśli chciała zwrócić uwagę innych, osiągnęła swój cel na 100%.

-No tak wujku, Krysia. Wiesz, pogrzeb będzie w czwartek. O 16:30. Masz kalendarz, zapisz sobie, żebyś nie zapomniał.

-(…)

-No, no… No widzisz, tyle trzeba czekać, bo we wtorek chcą, żeby ją spalili! Do krematorium zawiozą!

-(..)

-Co?!

-(…)

-Nie, ja tam nie jadę! Nie będę patrzeć jak moją mamę palą! Jak kurczaka jakiegoś! Z rożna! Ja się z tym nie zgadzam, nie będę w tym brać udziału.

-(..)

-No, no… a niech płacą sobie! Ja ręki do tego nie przyłożę, żeby mi matkę jak kurczaka potraktować.

-(…)

-No dobre, no o 16:30. Dobra, dobra, jeszcze Ci przypomnę. No pa!

Krysia powciskała kilka przycisków w swojej Nokii 3310 i zakończyła rozmowę z wujkiem. Co było wiadomo o Krysi? Że jest szczupła, lubi orzeszki, ma wujka, uważa palenie zwłok za profanację (jak kurczak z rożna!). A no i zmarła jej mama. Sporo. Telefon tym razem zagrał sam, ktoś postanowił zatelefonować do Krysi.

-Halo? No, słyszałeś?

-(…)

-No o 16:30. Pogrzeb. A słyszałaś co ona wymyśliła? Matkę jak kurczaka będą palić! Nie będę na to patrzeć! Biedny ten tata, wykończą go zaraz, tak jak mamę!

-(…)

-Dzwonili, pytali czy się coś dołożę! A ja się dokładać na pewno nie będę! Cale życie brali pieniądze, na wszystko zawsze mieli, a teraz ode mnie będą wyciągać.Ja się nie dołożę!

Kiedy Krysia zakończyła głośno swoją kolejną rozmowę, na jej twarzy widoczny był wyraźny niesmak. Na twarzy dziewczyny jadącej autobusem także. Człowiek żyje całe swoje życie, wychowuje dzieci, a na końcu zawsze jest to samo – kłótnia o pieniądze i wypominanie sobie nawzajem wszystkich grzechów.

Nie było smutku, żalu, ciepłych wspomnień. Były błędy innych osób, pieniądze, kłótnie, konflikty.


Kiedy Krysia wysiadła z autobusu, zrobiło się w nim jakby lżej. Jakby nagle do środka wpadło więcej powietrza i w końcu można było odetchnąć.