Usiadła głęboko w fotelu i wzięła głęboki oddech. W powietrzu unosiły się tysiące pyłków, a wyciągnęła z półek tylko kilka książek.

Książki… To była prawdziwa, druga miłość babci Jasi. Nie widziała jej tyle lat, ale dokładnie pamiętała jak każdego lata spędzała wakacje u babci w domku nad jeziorem. A teraz domek był jej. Z całym swoim dobytkiem.

Kiedy otrzymała wiadomość o śmierci babci poczuła smutek. Nie rozpacz, bo przez większość dorosłego życia nie miała okazji do zbyt wielu spotkań z babcią, więc całkowity jej brak nie wnosił zbyt wielu zmian do jej życia. Ale odczuła smutek, ponieważ wraz z babcią zmarł jej niekończący się uśmiech, ciepłe oczy i chłodna dłoń, którą przykładała do czoła w czasie gorączki. Umarły setki wspomnień i niekończące się historie, które każdego wieczora babcia opowiadała przed snem. Mimo zmarszczek na twarzy, zapamiętała ją jako ładną, elegancką, kobietę, która poza tymi historiami mało mówiła, ale dużo się śmiała. A przede wszystkim słuchała. Wszystkie sąsiadki przychodziły do babci, żeby się wyżalić ze swoich trosk, problemów, rozterek. A babcia słuchała, słuchała, parzyła herbatkę, uśmiechała się i na końcu coś doradzała. Chyba skutecznie, bo sąsiadki wracały z kolejnymi kłopotami męczącymi ich zatroskane głowy.

Babcia piekła najlepsze ciasta na świecie i gotowała najpyszniejsze obiady. Miała na strychu wielki karton ubrań, które nosiła w młodości, a które pozwalała bez ograniczeń przymierzać w deszczowe, letnie dni. Była takim ciepłym wspomnieniem w sercu, że sama myśl o babci wywoływała wzruszenie. Nie czuła ogromnego bólu straty, ale właśnie wzruszającą tęsknotę. Miała wrażenie, że cały dom czuje się tak samo. Że tęskni za swoją właścicielką, która wnosiła w niego radość, niesamowity zapach przetworów truskawkowych i swój ciepły śmiech. Miała trochę żalu w sercu, że nie udało jej się zobaczyć babci w ostatnich jej latach, ale czuła też pewnego rodzaju spokój, że już do końca życia zapamięta ją taką, jaka była w czasie tych wszystkich wakacji. Że będzie mogła kiedyś przekazać swoim dzieciom obraz babci idealnej, bo za taką ją uważała. Na pogrzeb niestety również nie udało jej się dotrzeć, dlatego kiedy dostała zawiadomienie o spadku, nie mogła ukryć zdumienia. Wiedziała, że babcia nigdy nie była sama, miała pięcioro dzieci i jedenaścioro wnucząt i tylko trójka rozjechała się po świecie, włącznie z nią. W związku z tym była pewna, że dom przypadnie, któremuś z wnucząt, którzy zostali w Polsce i którzy przede wszystkim odwiedzali ją regularnie. Nie oczekiwała od babci niczego. Dała jej najpiękniejsze wakacje w dzieciństwie i to w zupełności wystarczyło.

A jednak dom dostała właśnie ona. Basia. Przyszło jej nawet do głowy, że może to ze względu na imię, które dostała właśnie po babci, choć uważała ten pomysł za dość absurdalny, bo jakie znaczenie może mieć w takiej kwestii imię?

Postanowiła wziąć urlop i spędzić go w Polsce, w domu babci. Stwierdziła, że go sprzeda, bo szkoda, żeby stał i niszczał, ale zanim się to stanie, chciała spędzić w nim swoje ostatnie wakacje. Niestety bez babci, ale w jej domu i dzięki temu przywrócić dziecięce wspomnienia.

Zdziwił ją bałagan panujący wszędzie. Sporo porozrzucanych rzeczy, w kuchni kilka stłuczonych talerzy. I zapach. Wiedziała, ze nie poczuje ciepła gotujących się w wielkim garze truskawek ani drożdżowego ciasta z rabarbarem, ale nie spodziewała się też, że w domu będzie panował tak straszny zaduch. Pootwierała wszystkie okna i zajrzała do ulubionego pokoju babci – jej biblioteczki.

Był to maleńki pokoik na poddaszu, schowany pod samymi schodami. W pokoju na każdej ścianie stały półki sięgające aż do sufitu, zapełnione do ostatniego miejsca książkami, a na środku stał fotel, skierowany w stronę okna. Przy fotelu babcia ustawiła starą lampę, która teraz nie działała, ale cale życie oświetlała wieczorami strony czytanych przez Babcię książek.

Zbrodnia i kara, Boska komedia, Pan Tadeusz, Miasteczko Salem. Babcia kochała przede wszystkim klasyków i zaczytywała się w nich każdego wieczora do późnych godzin.

Kilka z nich Basia wzięła właśnie do rąk i usiadła głęboko w fotelu. W pokoju wirował kurz, a ona głaskała książki, których jeszcze niedawno dotykała kochana babcia. Jedna z nich nie miała tytułu, więc Basia zajrzała do środka. Okazało się, że to nie książka, ale coś jak pamiętnik. Kartki były zżółknięte, pismo gdzieniegdzie rozmazane. Notatnik nie był podpisany, ale musiał należeć do babci. Na pierwszej stronie drukowanymi literami napisano:

Jak być szczęśliwym człowiekiem?

Kolejne strony zawierały rożne daty, a także krótsze i dłuższe zapiski. Basia z mocno bijącym sercem pobiegła do kuchni, zaparzyła sobie kubek mocnej kawy, wsypała 2 łyżeczki cukru, dolała mleka, wzięła nową żarówkę z szuflady i wróciła na górę. Była taka ciekawa co babcia pisała w swoim pamiętniku. Pomyślała przez chwilę, że może nie powinna, że to czyjeś prywatne notatki, ale z drugiej strony, babci już przecież nie było. Dostała dom, babcia wiedziała, że to ona go przejmie, a pamiętnik wcale nie był jakoś specjalnie schowany. Leżał na wierzchu, wśród innych książek. Dlatego postanowiła go przeczytać. Miała nadzieję, że dzięki niemu łatwiej jej będzie wrócić wspomnieniami do wszystkich wspaniałych wakacji. Czytając słowa babci, miała nadzieję poczuć w sensie duchowym jej ciepłą i tak uwielbianą obecność. Wkręciła żarówkę do lampy i otworzyła dziennik.

Pierwsze strony przeczytała z zapartym tchem. Nie mogła się absolutnie oderwać. Nie mogła również… wyjść z szoku, który co rusz na nowo przeżywała, z każdym kolejnym zdaniem, z każdą kolejną godziną spędzoną nad zapisanym zeszytem. To musiał być pamiętnik babci, nie było co do tego wątpliwości. Zgadzały się daty, postacie, miejsca, opisy domu. Nie zgadzała się jednak jedna, najistotniejsza kwestia – charakter babci. Osoba, która prowadziła ten pamiętnik z całą pewnością nie była tą dobrą, uśmiechniętą, ciepłą kobietą, którą Basia znała. Każde zdanie pełne było nienawiści do innych ludzi. Babcia dokładnie opisywała kłopoty swoich znajomych, wyśmiewając je, kpiąc z nich do granic możliwości, także z tych najstraszniejszych, jak na przykład śmierć córki sąsiadki. Babcia pisała, że należała jej się taka kara i wcale jej nie żałuje, dziecka także, bo było głośne i kradło maliny z jej krzaków… Wyśmiewała wygląd swoich koleżanek, pisała jakimi są beznadziejnymi paniami domu, skoro ich mężowie muszą odwiedzać babcię. I nie tylko po to, żeby dobrze zjeść, co było dla niej powodem do wspaniałego humoru, wnioskując ze sposobu, w jaki to opisywała. A opisywała wiele rzeczy i niektóre tak szczegółowo, że Baśka czuła jak pieką ją policzki ze wstydu. Babcia przeklinała wszystko i wszystkich – swojego nieżyjącego męża, sąsiadki, dzieci. Pisała jak bardzo nienawidzi ludzi, z którymi musi na co dzień żyć i że życzy każdemu z nich chorób, tragedii, a najlepiej śmierci. Pisała także, że jej mąż, dziadek Basi, który umarł bardzo wcześnie musiał dostawać od niej specjalne potrawy, bo tak ciężko było z nim wytrzymać. Napisane było to w tak dwuznaczny sposób, że dziewczyna sama nie była pewna czy babcia nie przyczyniła się do jego przedwczesnej śmierci. Jedyną osobą, o której babcia nie wspomniała nawet słowem była ona sama. Dotarła do ostatniej strony i ani jednego słówka. Babcia opisywała dni, w trakcie których Basia u niej była, ale o dziecku, które miała pod swoja opieką nie wspomniała słowem. Dziennik był w okładce, z której wystawała karteczka. Basia ją wyciągnęła i przeczytała:

Basieńko moja. Ty jesteś taka jak ja. Może jeszcze o tym nie wiesz, ale… sama się niebawem przekonasz. Kocham Cię na zawsze. Babcia Basia.

Basię przeszedł dreszcz. Wstała z fotela i podeszła do okna. Na dworze było ciemno, więc widziała tylko swoje własne odbicie w lustrze. Tak podobne do babci… Jej słowa zapisane na kawałku papieru, uderzyły ją tak mocno, że nie mogła opanować drżenia rąk. Zaraz pomyślała o swoim byłym chłopaku, który zginął w wypadku. Uderzył ją w czasie kłótni, po czym wybiegł z domu i wsiadł do auta. A ona patrzyła przez okno jak odjeżdża trzymając rękę na palącym ją policzku, wiedząc, że dwie opony nie są dokręcone…