Dokładnie kilka lat temu miałam tragiczny wypadek, który ledwo przeżyłam. Budząc się w palącym samochodzie, z pociętą od szyby buzią i wystającą z nogi kością – myślałam, że to sen, modliłam się, żeby to był sen, żeby siedząca obok mnie osoba uszczypnęła mnie i to wszystko zniknęło.

Nie zniknęło. Obudziłam się w szpitalu na stole operacyjnym, gdzie lekarze ratowali mi życie. Po kilku transfuzjach krwi, wracającej umiejętności budowania zdań i trzeźwej oceny sytuacji. Pytałam: Panie doktorze czy ja będę biegać? Lekarz odparł, żebym na razie modliła się czy będę chodzić. Spojrzałam na swoje zgryzione z bólu ręce, na moją całą pociętą po operacji nogę, na wszędzie wiszące kable i pierwszy raz w życiu pomyślałam, że to koniec, że tym razem nie spadłam na „cztery łapy”, że nie da się tego cofnąć i co w zasadzie mam zrobić ze studiami, pracą, z życiem w takim stanie, co mam powiedzieć płaczącej nade mną mamie? Że będzie dobrze?


girl- kręcone - włosy -Wrocław


Każdy, kto choć trochę mnie zna, wie jaki tryb życia prowadzę. Nie umiem siedzieć w domu, w jednym miejscu, kocham ruch, uwielbiam aktywność fizyczną, a bez niej nie wyobrażałam sobie życia. Po wyjściu ze szpitala czekało na mnie zderzenie z brutalną rzeczywistością, zmiana trybu życia o 180 stopni, odebranie wszystkiego, co kochałam najbardziej na świecie: ruchu, biegania,  tańca, wolności, koncertów, ŻYCIA.

Wszyscy mówili: ciesz się, że żyjesz! Tylko co Ci z życia, kiedy tak naprawdę nic nie możesz? Nie możesz się ruszać i nie wiesz czy będziesz mogła? Bolało mnie, jak patrzyłam na ludzi, którzy idą. Ryczałam, kiedy spojrzałam na biegających po parku ludzi. Nie wiedziałam, jak mam żyć. Zawsze się śmieje z powiedzenia mojej babci, która brała mnie w objęcia i mówiła „Paulinka nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – nie mogłam słuchać tych wszystkich bzdur.

Aż pewnego razu obudziłam się i postanowiłam przestać się nad sobą użalać i cieszyć się tym, że jestem, że może uda mi się jeszcze chodzić i biegać, że każdy człowiek przechodzi w życiu różne tragedie i moja w ogóle nie musi być najgorsza. Co ma powiedzieć na przykład matka, która traci swoje ukochane dziecko? Czy jest większy ból? Zagryzłam zęby i obiecałam sobie, że się nie poddam, że to moje życie i będę o nie walczyć.


fit-girl-wroclaw


Kochani! Chodzić musiałam nauczyć się na nowo. Powrót do zdrowia kosztował mnie ogrom bólu, pracy, łez i wielomiesięcznej rehabilitacji…potem były pierwsze kroki i znowu łzy, tym razem szczęścia. (Dziękuję Łukasz – wiem, że czasami tu zaglądasz!) Zaczęłam chodzić, ale o bieganiu nie było mowy. Odbijając się od lekarzy, słyszałam, że już ze mnie nic nie będzie. Żebym zapomniała o sporcie, że mam się oszczędzać, że będzie dobrze, jeśli za 5 lat będę jeszcze chodzić. Jestem uparta i często nie słucham ludzi, a to w tym przypadku mnie uratowało.

Stwierdziłam, że skoro nie mogę biegać, to będę ćwiczyć inaczej – wbrew lekarzom, nie obciążając nogi. Tak zakochałam się w siłowni. Minęło sporo czasu, a ja zupełnie zmieniłam myślenie. Przestałam widzieć rzeczy, których nie mogę, a zaczęłam dziękować, za te wszystkie, które robię każdego dnia! Jestem teraz sprawna, zdrowa i wiem, że to prawdziwy cud i ogrom szczęścia skierowany w moim kierunku, że po tym wszystkim jestem w stanie tyle robić.

Kilka tygodni temu wychodząc na trening, ubrałam buty, rozgrzałam się, stanęłam na bieżni i…..przebiegłam 5 km. Zeszłam z niej i znowu się poryczałam. Tym razem ze szczęścia. 🙂