„Głupia ta Maryśka jak but! Siedzi z tym swoim niewydarzonym facetem, narzeka wiecznie, że co to za związek, że ze sobą nie gadają, bo nie mają o czym. Siedzi i traci czas tylko… Czeka niewiadomo na co! Że może książę sam pod okno podjedzie na białym koniu i ją z tego jej związku wyrwie…” – pomyślała Kryśka, po czym założyła buty i wyszła do pracy, wściekła od samego rana, bo znów nie wystarczy jej do pierwszego, a szef obarczył ją dodatkowym zleceniem, o żadnej podwyżce nie wspominając. Jak zwykle!

Taka jest właśnie natura człowieka (Polaka?). Gadamy na innych, krytykujemy, chcemy im zmieniać życie, a sami tkwimy w czymś co nie ma dla nas znaczenia i sensu, wywołuje w nas złość, rozczarowanie, smutek… Zawsze kiedy o czymś tu piszę, problem ten dotyczy w pewnym stopniu mnie. Ile razy zdarzyło mi się pomyśleć „czemu ona tak to robi? dlaczego on jeszcze się za to nie zabrał? nie, nie, bez sensu, powinni to zrobić tak i tak”..? Całkiem sporo. A tobie?

Znasz to? Trzeźwa/y idziesz w piątkowy wieczór przez miasto z politowaniem patrząc „jak to się inni poupijali”, a w sobotę jesteś na imprezie i nawet przez myśl ci nie przechodzi, że jesteś dokładnie w takim stanie jak ci żenujący z wczoraj. Z tym upiciem, to taka metafora, bo im dłużej przyglądam się ludziom, tym częściej widzę jakimi hipokrytami jesteśmy. Z jednej strony porównujemy się do innych, tych których podziwiamy i którym zazdrościmy różnych rzeczy, wypadając przy tym porównaniu dość słabo, przez co popadamy w kompleksy i myślenie „i tak mi się nie uda” lub „no tak, ona miała łatwiej, bo…”. Z drugiej strony krytykujemy tych, z którymi mamy na co dzień do czynienia, których niekoniecznie podziwiamy, ale też nie-nienawidzimy, po prostu łatwiej jest powiedzieć „Kaśka zmień tą pracę, skoro ciągle na nią narzekasz” niż samemu zacząć rozsyłać cv, jeśli naszej pracy też nie lubimy.

Śmieszne wydaje się to, że są osoby, które są w stanie wymyślić w głowie plan działania na kilka najbliższych lat dla swojego kolegi, nierzadko plan całkiem niezły, a samemu tkwią w życiu, którego nie lubią i którym żyć nie chcą. Bo im się nie chce, nie mogą, nie mają możliwości, muszą poczekać tylko na to, tamto czy sramto i wtedy już będą mogli zając się sobą i ulepszaniem własnego życia, ale jeszcze nie teraz, nie dziś, to nie jest odpowiedni moment.

No, ale Maryśka, to już mogła by się za siebie wziąć! Ile można czekać?!

Głupie to takie, nieprawdaż?

A wystarczyłoby tak niewiele. Usiąść, chwilę pomyśleć. Zastanowić się nad swoim życiem, nad wymyśleniem planu dla nas samych, wyjątkowo nie dla innych. Czasem bywa tak, że kiedy znajdziemy się w jakiejś sytuacji, która generalnie początkowo jest interesującą, atrakcyjną opcją, to zapominamy, że aby była ona nadal atrakcyjna, trzeba ją ciągle ulepszać, rozwijać, szukać zmian, uczyć się, próbować nowych rzeczy. A często jest tak, że jak jest spoko, to myślimy „po co coś zmieniać” i tkwimy w tym spoko jakiś czas, a potem zaczyna nam się nudzić, no ale dalej nie jest tak źle, więc dalej nic się nie dzieje. Nuda zmienia się w „zmęczenie materiału”, a później w złość. Że jest nam źle, że do dupy, ale jednak jak to się mówi mocno potocznie „Chu&%$@, ale stabilnie”, i… NADAL NIC NIE ROBIMY. Bo to wymaga zmian, otwarcia nowych drzwi, a za drzwiami może być różnie. Kolorowo i sympatycznie, niebezpiecznie, intrygująco, może być też fatalnie. Ale dopóki te drzwi nie zostaną otwarte, to niczego się nie dowiemy. I boimy się tego, że może być właśnie źle, może nawet gorzej niż teraz, więc po co ryzykować? A no właśnie po to, że może też być super, fajnie, lepiej, ciekawiej.

Maryśka też się pewnie boi zmian, tego, że może być jeszcze gorzej i godzi się na takie bytowanie w bylejakości, przewidywalnej, więc dość bezpiecznej, mimo że nieciekawej. Już lepiej jakoś tą Maryśkę zmotywować do działania, niż rwać włosy z głowy jaka to ona biedna i beznadziejna, i jak ona tak może?? No jak?? Przecież gdyby w końcu… STOP.

Maryśka niech żyje swoim życiem, a Kryśka swoim. Nigdy tak do końca niewiadomo dlaczego dana osoba ma tak, jak ma. Wiadomo natomiast dlaczego my sami mamy tak jak mamy i czy jest nam z tym dobrze czy raczej niekoniecznie. Wiemy co nam się w tym życiu nie podoba i co można zmienić, żeby zacząć żyć tak, żeby nie było czasu na patrzenie na innych – na krytykowanie i planowanie życia za kogoś. Możemy przeżyć tylko własne, więc warto wziąć się do roboty już teraz, bo chyba lepiej zaczynać nowe rzeczy i wiedzieć, że się próbowało i dało z siebie 100% niż być w tym samym miejscu cały czas zastanawiając się co jest za tamtymi drzwiami.